wtorek, 2 czerwca 2020

To był maj...


To był maj i wszystko pachniało bzem!
Zapraszam Was na podsumowanie minionego miesiąca.

Ależ ten czas zapiernicza! Dopiero był początek roku, a już wchodzimy w czerwcowe klimaty. Maj przeleciał mi zdecydowanie za szybko, czego żałuję, więc dziś zatrzymam się jeszcze na chwilę przy minionym miesiącu. Trochę się działo, sporo udało się przeczytać. 

Coś czuję, że czerwiec będzie jeszcze lepszy! Dorwałam wiele książek, które tylko czekają na swoje pięć minut, no i z niecierpliwością czekam na pewne czerwcowe premiery.

Lecimy dalej? Na początek, jak zawsze, blogowe zalegajki, czyli książki przeczytane już jakiś czas temu, o których nie miałam wcześniej czasu napisać.

Zalegajki


Wśród zalegajek tym razem niewiele, bo udało mi się ruszyć dwie sztuki... Nie oznacza to jednak, że nie są to książki warte uwagi. Mam dla Was dwie propozycje w zupełnie różnym klimacie: historia oparta na faktach (z uwielbianej przeze mnie serii Na/Faktach) oraz poradnik dla "psiolubów"  ilustrowana wersja na wesoło.



Przeczytane w maju



Maj był bogaty w przeróżne opowieści, choć patrząc na poniższe "zestawienie", można zwrócić uwagę, że jednak przeważały nieco mroczniejsze klimaty; nie zabrakło kryminału czy thrillera, ale pojawiły się również powieści obyczajowe, interaktywna gra książkowa oraz coś na kształt romansidła (nie wiem, co mnie podkusiło).

Do najlepszych majowych pozycji zaliczam z czystym sumieniem: Gdzie śpiewają raki (za wyjątkowość) oraz Musimy porozmawiać o Kevinie (przejmująca do głębi). No, może jeszcze Zwierza bym tu wcisnęła. Z kolei najsłabsza okazała się tym razem literatura faktu: Operator 112. Relacja z centrum ratowania życia plus Seryjni mordercy. Jestem przekonana, że można czas poświęcony tym lekturom wykorzystać bardziej produktywnie, np. wlepić wzrok w ścianę... 
W ogólnym rozrachunku to był dobry miesiąc.


Literatura dziecięca i majowy patronat


Kolejny raz miałam ogromną przyjemność patronować książce autorstwa Tomasza Stochmala. To już szósta część wakacyjnych przygód. Tym razem sympatyczna rodzina Mataszków wybrała się do Krakowa (uwielbiam to miasto), by odnaleźć zaginione zdjęcia. Nie zabraknie tu magii, krakowskiego klimatu i zagadek!




Powiem tak, jeśli chcecie podsunąć Waszym pociechom ciepłą i wartością, a do tego ciekawą opowieść, w której nie brak sekretów i happy endów, to Mataszkowie i widoki Krakowa (oraz pozostałe przygody tej sympatycznej rodzinki) nadadzą się idealnie.

Przeczytajcie też koniecznie wywiad z autorem => Autorski Przysłówek z Tomaszem Stochmalem.




Pozostałe wpisy


Przypominam o akcji charytatywnej książce Nadzieja, która będzie zbiorem czterdziestu tekstów polskich autorów. Więcej na temat tej niezwykłej akcji możecie przeczytać => tutaj. Zachęcam Was do udziału, bo cel szczytny, a  publikacja? Zapowiada się istna petarda!



Z okazji Dnia Matki powstał wpis o dzielnych kobietach; pięć propozycji książek, którym warto przyjrzeć się bliżej. Teraz tak sobie myślę, że mogłam skusić się na większą liczbę propozycji, ponieważ takich literackich obrazów silnym mam nie brakuje. 



Jak myślicie, 23.06. poznęcamy się nieco nad tatusiami, czy poszukamy raczej tych pozytywnych wzorców? Jeszcze się waham!




Majowe łupy


Wierzcie mi, że bardzo dzielnie trzymałam się postanowienia na 2020 rok  nie kupować książek. Tak było do maja, a kiedy tama puściła... cóż, w mojej biblioteczce znalazło się kilka ciekawych propozycji (zakupy poszły, że tak powiem, lawinowo). 

17 czerwca premierę będzie miał kolejny tom cyklu autorstwa Suzanne Collins, więc postanowiłam przypomnieć sobie trzy poprzednie części, które wspominam z sentymentem. Niedługo zapewne na blogu pojawią się recenzje. Swoją drogą dorwałam pakiet w dobrej cenie w empiku.

Ta cienka książka u góry stosu to Skafander i motyl. Ta historia chodziła za mną od bardzo dawna, ale dopiero teraz zdecydowałam się na zakup. I mam ją już za sobą, więc niedługo opowiem Wam co nieco na jej temat.

Cały Szmidt to łupy z pewnej grupy na Facebooku  Książka za dyszkę  i tak, wiem, że mogłabym przeczytać tę opowieść na Legimi, ale ... sami rozumiecie. To będzie moje pierwsze spotkanie z prozą autora, więc trzymajcie kciuki! Podobnie zresztą ma się spawa ze Stefanem Dardą. Czytałam, co prawda, książkę, którą napisał wspólnie z Magdaleną Witkiewicz, ale to nie było to. Liczę na jakieś mocniejsze pierdzielnięcie. 

Czornyja czytam i lubię, chociaż na blogu nie znajdziecie jeszcze żadnej recenzje jego książek (to te tzw. zalegajki, do których muszę przysiąść). W każdym razie Zjawa z autografem autora dopełniła pakietu, który dorwałam na WTDK 2019, a Ślepiec i Grób? Tak wyszło...




Najlepszy był komentarz mojego przyjaciela:
Czarny wygon, Grób, Igrzyska Śmierci... Prawdziwa z Ciebie iskierka radości.


Podsumowując, dodam jedynie tyle, że nie warto wstrzymywać się z zakupem, bo potem i tak nadrabia się zaległości... No mnożą się jak króliki te książkowe potrzeby!



Przepis miesiąca


Miałam szalenie ambitny plan, by pokazać Wam piękne, soczyste, smakowite i słodkie bułeczki, ale nie wypaliło, bo drożdżówki zniknęły w zastraszającym tempie. Podrzucam jednak zdjęcie robocze (bardzo robocze, wyrwane z kontekstu), a do tego przepis na najlepsze bułeczki drożdżowe z dowolnym środkiem  u mnie były to truskawki, ale z powodzeniem można je zastąpić rabarbarem (teraz mamy sezon), serem, budyniem, dżemem czy czekoladą.



Składniki

  • 500 g mąki pszennej
  • 25 g świeżych drożdży
  • 250 ml ciepłego mleka
  • 100 g rozpuszczonego masła (82%)
  • 100 g cukru (drobnego)
  • 1 jajko + 1 do posmarowania
  • szczypta soli
Przygotowanie

1. Drożdże rozpuszczamy z cukrem (ucieramy je łyżką).
2. Dodajemy rozpuszczone mało z ciepłym mlekiem (uważajcie, żeby nie było za ciepłe, bo zabije drożdże).
3. Dodajemy przesianą mąkę, jajko oraz szczyptę soli i wyrabiamy ręcznie lub mikserem planetarnym (ja idę na łatwiznę...).
4. Zostawiamy do wyrośnięcia na ok. 30 minut.
5. Wykładamy na wysypaną mąką stolnicę i wałkujemy.
6. Tniemy w kwadraciki, napełniamy farszem (dowolnym) i odkładamy na blachę wyłożoną papierem (dajmy im jeszcze chwilę, by lekko podrosły).
7. Smarujemy jajkiem, pieczemy na złoto (ok. 15 minut) w 180 stopniach (piekarnik góra/dół, bez termoobiegu).
8. Wyciągamy, studzimy na kratce, a potem wszystkie znikają w tajemniczych okolicznościach.

Obiecuję, że kolejnym podejściu podrzucę jakieś bardziej zachęcające zdjęcie, o ile zdążę.




O czym jeszcze warto wspomnieć?



Niedługo opowiem Wam co nieco o nowych publikacjach, którym mam przyjemność patronować. Na razie zdradzę jedynie tyle, że nie będą to powieści, ale coś w zupełnie innym klimacie. Czeka Was potężna dawka wiedzy i... konkursy, rzecz jasna.

Zresztą, to nie jedyna atrakcja, jaka Was czeka. Powiem jedynie, że zapowiada się ciekawy konkurs z pewnym fajnym książkowym gadżetem, a być może i papierowym dodatkiem (zobaczymy, jak się rozwinie sytuacja). Już wkrótce!

Na pewno wspomnieć też o tym, że mąż zrobił mi dobrze! Mogę śmiało oznajmić, że mam w końcu dobrze zorganizowane centrum dowodzenia wszechświatem, które doskonale integruje się z moimi regałami. W końcu mam porządek  no, kreatywny chaos  wszystko jest pod ręką.


Chciałam też w tym miejscu podziękować wszystkim, którzy podzielili się z Ewką swoim 1%. To wiele dla nas dla znaczy i może w dalszym leczeniu, dochodzeniu do zdrówka, znacznie nas odciążając (tzn. procenty wpływają dopiero dopiero w październiku, więc w tej chwili ich nie wykorzystamy, ale warto na nie czekać).

Chciałabym, żeby córa miała już to wszystko za sobą...



Moje włochate zaczytane dziecię pozdrawia.




Kochani, mam nadzieję, że Wasz maj również upłynął w zaczytanym klimacie. Dajcie znać, co dobrego Was spotkało w zeszłym miesiącu (niekoniecznie książkowego).

Mam nadzieję, że wytrwaliście do końca. Życzę Wam zaczytanego czerwca!

Ściskam
M.