wtorek, 30 czerwca 2020

Totalitarna antyutopia: "Paradyzja" J.A. Zajdel



Wiedząc, że nie sposób niczego zmienić, człowiek przestaje wysilać umysł ad bezowocnymi spekulacjami i zaczyna urządzać się najlepiej, jak to możliwe w danej sytuacji.

Janusz A. Zajdel, Paradyzja, Supernowa, Warszawa 2018.




Jeśli jesteście fanami fantastyki naukowej, z pewnością mieliście (mam nadzieję!) do czynienia z twórczością Janusza Zajdla (to jak z Lemem, trzba znać). Nie ma mowy, by było inaczej, bo to w końcu jeden z najznamienitszych twórców SF w Polsce, którego naprawdę trudno przebić. Myślę sobie jednak, że twórczość tego pisarza może być interesująca, nawet dla osoby, która nie gustuje w kosmicznych klimatach. Lubicie Orwella i jego Rok 1984? No, to wizje Zajdla prawdopodobnie przypadną Wam do gustu.

Paradyzja to jedna z wielu powieści autorstwa Janusza A. Zajdla, którą miałam okazję przeczytać wiele lat temu (oszukuję, to jedna ze wszystkich). Wróciłam do niej, bo nie mogłam odmówić sobie przyjemności ponownego zatopienia się w idealnie skomponowanym świecie przedstawionym. Dziś kilka słów o historii, która znów! zrobiła na mnie świetne wrażenie. 

Dodam jeszcze, że ta powieść społeczno-polityczna została wydana w 1984 roku (nie mam zielonego pojęcia, jak to dzieło przeszło przez cenzurę!); autor otrzymał za nią Nagrodę Fandomu Polskiego Sfinks, którą po śmierci pisarza przemianowano (i słusznie) na nagrodę jego imienia.

Totalitarna antyutopia

Kiedy Ziemia stała u progu kataklizmu spowodowanego przeludnieniem, załoga kosmiczna wraz z wybrańcami, którzy mieli skolonizować odległą planetę, wybrali się w niebezpieczną podróż. Po drodze oczywiście coś poszło nie tak  niesprzyjające warunki sprawiły, że kontenery, w których przewożono ludzi, stały się nie przejściowym miejscem pobytu, ale domem dla milionów.

Gdzieś niedaleko bogatego w surowce Tartaru, w przestrzeni kosmicznej, znajduje się suwerenna, sztuczna planeta (najlepszy z możliwych światów, jak twierdzi system) zwana Paradyzją. Planeta nie utrzymuje bliższych kontaktów z Ziemianami (jedynie te handlowe, bowiem na jej powierzchni  albo raczej w jej wnętrzu  niemożliwe jest wytwarzanie niektórych dóbr materialnych czy żywności), którzy podejrzewają, że łamie się tam prawa człowieka. Nikt nie ma wstępu do tego tajemniczego świata, życie mieszkańców pozostaje zatem wielką niewiadomą.

Minęło sto lat od powstania Paradyzji. Planeta w tym czasie umocniła swoją pozycję, ludzie stworzyli nowy ład. Jednemu z mieszkańców Ziemi udało się dostać miesięczną przepustkę, która pozwala mu wejść do wnętrza Paradyzji. Europejczyk z dużą domieszką krwi hinduskiej, pisarz, ma zamiar opublikować prawdę o mieszkańcach planety  oczywiście tę, która zostanie mu przedstawiona. Wszyscy podejrzewają, że władze systemu spreparują pewne fakty, zatem pisarz ma mieć na wszystko oko, a poza tym dostał misję specjalną: dowiedzieć się, co stało się z ostatnim "wysłannikiem", po którym słuch zaginął.



Nasz bohater odkryje jednak nieco więcej, niż pozwoli mu na to system. Z bliska przyjrzy się warunkom mieszkaniowym (dwadzieścia metrów kwadratowych na osobę), pozna znaczenie SC (punktów określających Stopień Człowieczeństwa, które wyznaczają jakość życia). Pisarz zamieszka w świecie skrupulatnej kontroli słów  totalna inwigilacja!  pozna sposoby oszukiwania wszechwidzącego komputera, język skojarzeń i kombinacji oraz zachowania tych ludzi, którzy sprzeciwiają się zasadom. Trzeba przyznać, że człowiek musi się w takich warunkach mocno nagimnastykować, by zachować odrobinę człowieczeństwa i poczuć smak wolności.

Pisarz odpowie na pytanie: czy stulecie izolacji musiało wpłynąć na sposób myślenia, mówienia i emocjonalność człowieka? 

Życie w strachu

Wyobraźcie sobie, że każde Wasze działanie, każde słowo, a nawet myśl są podyktowane strachem przed unicestwieniem. Z każdej strony poddaje się Was obserwacji, system rejestruje wypowiedziane słowa, by wyszukać w nich myśli przewrotowej, analizuje gesty. I tak, dzień po dniu, pracujecie  w tym sektorze, który dla Was wybrano  pobieracie należne Wam racje żywnościowe, a w obowiązkowych programach oglądacie katastroficzne obrazy, które mają Wam uzmysłowić, że od śmierci dzieli Was jedynie cienka ściana, a z zewnątrz zagraża obca potęga (Ziemianie). Czy w takich warunkach jest miejsce na miłość, przyjaźń lub choćby szczyptę zaufania do drugiego człowieka? Czy można mówić o jakichkolwiek przejawach indywidualizmu, gdy wszyscy starają się podnieść swój Stopień Człowieczeństwa?

Zajdel rozciąga przed czytelnikami przerażającą wizję świata, którym rządzi i skutecznie manipuluje system. Rzecz jasna, ktoś za tym wszystkim stoi, ale ludzie nie starają się dojść prawdy, bowiem ta może kosztować życie. Poza tym istnieją w tym świecie od zawsze, dostarcza im się jedynie odpowiednio spreparowanej wiedzy, a dodatkowo nie znają innego życia, nie rozpatrują żadnych możliwości. Nie tęsknią zatem za czymś, czego nie znają, przynajmniej większość z nich tak twierdzi.

Paradyzja to doskonale skomponowana, idealnie utkana intryga na wysokim poziomie. Mogłabym nawet pokusić się o stwierdzenie, że to majstersztyk! Nie mam pojęcia, w jaki sposób udało się przepchnąć tę powieść przez cenzurę, ale dobrze, że tak się stało  jest wyśmienita w każdym calu. Otwiera oczy, zmusza do refleksji, wywołuje oburzenie, sprawia, że w człowieku wszystko się gotuje!

Mimo czasu, który upłynął od publikacji tej powieści, ona wciąż jest mocno aktualna i myślę, że taką już pozostanie. Tak to bywa z ponadczasowymi dziełami! Autor z olbrzymią wprawą żongluje tu bardzo niewygodnymi dla władzy motywami, a przy tym daje nadzieję tym, którzy pragną zmian. Walczy z totalitaryzmem słowem, ale ze sprytem, trafiając do inteligentnego czytelnika.

Biorąc pod uwagę samą fabułę (bez drugiego dna), należy zaznaczyć, że Paradyzja jest bardzo ciekawym tworem. Lektura to czysta przyjemność, a zaproponowane przez Zajdla rozwiązania i wątki, sposób prezentacji postaci oraz przede wszystkim świata przedstawionego to wyższa szkoła jazdy. Tu po prostu wszystko idealnie współgra.

Polecam z czystym sumieniem i gorąco zachęcam do sięgnięcia po tę i pozostałe powieści Janusza Zajdla  nie będziecie żałować. Ja z kolei obiecuję, że wrócę do jego twórczości, a na blogu (może już wkrótce) pojawi się kolejna recenzja jego książki. Jedyny problem jest taki, że nie wiem, którą historię schrupać jako pierwszą!