środa, 8 lipca 2020

Jaki kształt będzie miała przyszłość?: "Ballada ptaków i węży" S. Collins



(...) każdy człowiek ma w sobie wrodzone dobro. Wie, kiedy przekracza granicę i staje się zły. To właśnie próba pozostania po właściwej stronie tej granicy stanowi prawdziwe życiowe wyzwanie.

Suzanne Collins, Ballada ptaków i węży, przeł. M. Hesko-Kołodzińska, P. Budkiewicz, t. 0.5 (prequel), Media Rodzina, Poznań 2020.


Powrót do przeszłości w zupełnie nowej odsłonie? Czemu nie! Ballada ptaków i węży autorstwa Suzanne Collins to książka, na którą czekałam, choć prawda jest taka, że mogłabym bez niej żyć. Powiem więcej: po latach wróciłam do Igrzysk śmierci (trylogia), by nieco odświeżyć sobie klimat tego dystopijnego świata. Wiem, że wielu czytelników skusiło się na podobne rozwiązanie, chociaż – jak się okazało już po lekturze – było to pomocne, choć można ten etap spokojnie pominąć.

Ballada ptaków i węży to prequel, a lektura w ogóle nie koliduje z trylogią. Można spokojnie zacząć przygodę od Ballady... albo od Igrzysk... Są one zupełnie od siebie niezależne, choć oczywiście znajdziecie tu  ogrom tożsamych motywów.

Jaki kształt będzie miała przyszłość?


Ballada ptaków i węży to historia Coriolanusa Snowa, którego znamy z trylogii jako prezydenta Panem. Tu spotykamy go jednak jako młodziana, który dopiero zaczyna stawiać pierwsze kroki w dorosłość. Nie może na razie pochwalić się niczym szczególnym: co prawda mieszka w pięknym apartamencie, jednak ma olbrzymie problemy finansowe, głoduje i liczy na cud, by móc opłacić naukę w akademii, wiążąc z nią swoją przyszłość. Tym cudem może się okazać trybutka z biednego Dwunastego Dystryktu, śpiewająca Lucy Gray, której nazwisko zostało wyczytane na dożynkach. Dziesiąte Głodowe Igrzyska czas zacząć!

Cały system imprezy jest dopiero w powijakach – sponsoring wchodzi dopiero w życie, a trybutów trzyma się wciąż w klatkach i głodzi, bo przecież nie ma sensu inwestować w kogoś, kto zaraz starci życie na arenie. Igrzysk właściwie nikt nie ogląda, a rodziny opłakują śmierć swoich dzieci po cichu. Mentorami również nie są poprzedni zwycięzcy, ale uczniowie akademii – w tym Snow, który zrobi tu prawdziwą rewolucję. Student nie podejrzewa jednak, że jego trybutka jest tak ludzka (panuje przekonanie o zezwierzęceniu ludzi z drystryktów), a on zapała do niej czymś więcej niż tylko sympatią.

Człowiek ambitny, napędzany chęcią wybicia się i posiadania władzy będzie musiał zmierzyć się z prawdziwym dylematem.  Przed nim wiele prób, kilka ostatnich szans i bardzo niepewna przyszłość.

Inna sprawa

Chociaż Ballada ptaków i węży osadzona została w tym samym świecie, który doskonale znamy z Igrzysk śmierci, to jednak to zupełnie inna historia, w której ważna okazuje się nie tyle walka na arenie, ale w ogóle idea organizowania tego przedsięwzięcia. Nie znajdziecie tu zatem fascynujących opisów walk trybutów czy zapierających dech w piersiach niebezpieczeństw, ale dowiecie się, co musiało się wydarzyć, by Głodowe Igrzyska nabrały takiego, a nie innego kształtu.

Głównym bohaterem jest młody, pełen ideałów, planów i nadziei Snow, którego historię poznajemy w narracji trzecioosobowej. To dobra opcja, bo mimo że opowieść nie jest jakoś szczególnie nacechowana emocjonalnie, to zyskujemy tu nieco szerszą perspektywę – widzimy więcej, wchodzimy głębiej w mechanizm zniszczenia. Emocji oczywiście nie brakuje, bowiem spotkamy tu i niepewność, i miłość, i nawet strach, ale nie mogę powiedzieć, by całokształt zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Autorka skupiła się tym razem na portrecie psychologicznym Coriolanusa – tego nieznanego, który musi kombinować i podejmować często niełatwe decyzje, od których zależy wiele ludzkich istnień.

Książkę czyta się bardzo sprawnie – styl jest lekki, co może dziwić, biorąc pod uwagę tematykę powieści, a jednak doskonale odpowiada językowi trylogii, która była (w moim odczuciu) zdecydowanie cięższym tematycznie kalibrem. W każdym razie, przez Balladę... się płynie, a na każdym kroku towarzyszą nam dźwięki, pieśni i śpiewy kosogłosów.

Wspaniałym doświadczeniem było porównywać sobie tę samą opowieść w tym czasowym rozstrzale. Z uznaniem przyglądałam się kolejnym działaniom bohaterów, rejestrując, w jaki sposób 75. Igrzyska nabrały znanych mi kształtów. Powiem Wam, że te 10. były przełomowe! 

Wątek miłosny jest obecny, owszem, ale szczerze mówiąc, do przełknięcie, jeśli nie gustujecie w opowieściach romantycznych. Jeśli oczekujecie romantycznych uniesień, to możecie być nieco zawiedzeni – to zupełnie co innego, niż cieplutki romansik Katniss.

Myślę, że Ballada ptaków i węży jest świetnym dodatkiem, wyjaśnieniem świata, z którym warto się zapoznać. Całkiem sporo tu akcji toczącej się głównie wokół zaskakującego (!) Coriolanusa, poznamy kolejne czarne charaktery i przyjrzymy się sytuacji z zupełnie innej strony. Ta powieść wcale nie musiała powstać, bowiem trylogia była kompletna, ale miło, że jest. Właściwie doskonale wiemy, jaki kształt będzie miała przyszłość Głodowych Igrzysk, ale jeśli zaczniecie od Ballady... to myślę, że będziecie potem zaskoczeni.