niedziela, 26 lipca 2020

Ofiary nie mają znaczenia: "Inspiracja" A. Bednarek



Kiedy planuje się zbrodnię doskonałą, należy wziąć pod uwagę wszystkie możliwe zmienne, mogące spowodować wpadkę.

Adrian Bednarek, Inspiracja, t. 1, Novae Res, Gdynia 2020.




Lubicie kryminały? Mam nadzieję, bo dzisiejszy wpis będzie poświęcony książce, która idealnie wpisuje się w ten gatunek. Tu, wiadomo, skoro mamy zbrodnię, musi być i śledztwo, i śledczy, który podejmie się rozwiązania kryminalnej zagadki. Jesteśmy przyzwyczajeni do poszukujących prawdy detektywów, wyspecjalizowanych, świetnie przeszkolonych policjantów, którym pomagają przypadkowi "zainteresowani" sprawą. A gdyby tak odwrócić nieco role i pozwolić, by to cywil – młody i dość pospolity, choć z interesującym hobby – zagrał w tej morderczej symfonii pierwsze skrzypce?

O Adrianie Bednarku słyszałam już wiele dobrego, naczytałam się pozytywnych recenzji jego książek, więc postanowiłam w końcu sprawdzić, o co tyle szumu. Sięgnęłam po Inspirację - tu znów słowa zachęty tym razem w postaci polecenia Maxa Czornyja, które znalazło się na okładce. No to hop!


Ofiary nie mają znaczenia


Tym razem naszym śledczym zostaje młody chłopak, który ma specyficzne upodobania: ścianę jego pokoju zajmuje dość specyficzna "mapa", a poza tym chodzi na pogrzeby (szczególnie tych osób, które straciły życie w tajemniczych okolicznościach), czerpiąc ze zbrodni inspirację do pisania swoich, umieszczanych na Wattpadzie, opowiadań kryminalnych. Te – choć trzeba przyznać, że to dość nietypowe zajęcie – stanowią dla niego pewnego rodzaju terapię, którą uskutecznia po odejściu matki. Na pogrzebie zamordowanej nastolatki poznaje Luizę, w której zakochuje się bez pamięci – to spotkanie, jedno spojrzenie, pierwsza rozmowa zmienią wszystko.

Oskar ma wsparcie pewnego doświadczonego detektywa, z którym łączy go przeszłość, choć trzeba tu zaznaczyć, że jego rola została tu bardzo mocno ograniczona – jest raczej dodatkiem do całości, którego właściwie mogłoby nie być. 


Ostatecznie ofiary i tak nie mają znaczenia. Zna się zabójców (...) Nikt nie pamięta o ich ofiarach. Są tylko statystami, drugoplanowymi postaciami w cieniu wielkich aktorów.



Tymczasem brutalnie zamordowanych, zgwałconych i zmasakrowanych nastoletnich ciał przybywa. Oskar – niesamowicie spostrzegawczy typ – zaczyna układać sobie w głowie profil psychopatycznego mordercy. Miłość kwitnie, mimo że kolejne niewygodne sekrety wychodzą na światło dzienne, następne przeszkody pojawiają się na horyzoncie.


Sprawny manewr 



Przyznaję, że dość szybko uporałam się z tą historią – dwa wieczory i zagadka rozwiązana. Książkę czyta się – mimo spodziewanej tematyki – z zaskakującą lekkością. Niewątpliwie wynika to z przyjemnego manewrowania słowem – styl autora jest jasny i klarowny; czytając, odnosi się wrażenie, że ta powieść żyła już wcześniej w umyśle pisarza, by potem po prostu przelać się na papier. Lubię takie niewymuszenie.

Książkę przeczytałam i... właściwie tyle. Treść niestety nie wzbudziła we mnie większych emocji, nie było dreszczyku, mrożących krew w żyłach scen, choć – to trzeba przyznać – momentami było bardzo blisko. Nie znalazłam tu zła w czystej postaci, bo zbyt wiele elementów odwracało wciąż moją uwagę, a głównie były to kreacje bohaterów – dość infantylnych i mocno denerwujących. Oskar wcale nie przypadł mi do gustu, ponieważ mnie po prostu nie przekonuje (ma głupawe pomysły, a do tego jego żarty zupełnie mnie nie śmieszą), więc prawdę mówiąc, nie wiem, czy chciałabym towarzyszyć mu w kolejnych przygodach. Warto zaznaczyć, że historia, którą serwuje nam autor (wraz ze wszelkimi dodatkami z przeszłości), jest ciekawa, a jej finał zaskakujący – cieszę się, że nie wyszło mdło, a zrobiło się nieco bardziej dramatycznie. Mogę śmiało określić ją mianem bardzo przyzwoitej – nie pozostawia z poczuciem straconego na lekturę czasu. Po prostu chciałoby się mocniej, dokładniej, z większym przytupem. 

Mimo wielu niedoskonałości nie jest to lektura, o której szybko się zapomina – to ogromna zaleta – wielokrotnie obraca się w myślach wszelkie rewelacje, próbując zrozumieć raz jeszcze, jak do tego wszystkiego doszło. Zapada w pamięć, a to dobry znak. Myślę, że po twórczość Adriana Bednarka sięgnę jeszcze w najbliższej przyszłości, ale tym razem będzie to powieść, która już od dłuższego czasu grzeje miejsce na księgarnianych półkach. Pierwsze spotkanie uznaję za udane, choć bez większych fajerwerków; powiedzmy, że coś zaiskrzyło, więc może zyskamy przy bliższym poznaniu. 

Żeby była jasność: absolutnie nie odradzam Wam lektury Inspiracji. Myślę, że ta książka ma szansę narobić Wam w głowach sporego bałaganu. Być może to właśnie ona okaże się Waszym tegorocznym objawieniem, bo właśnie tego Wam trzeba? Spróbować warto – czasu nie stracicie, a możecie zyskać kolejną powieść na liście swoich ulubionych. Potencjał zdecydowanie jest.