poniedziałek, 6 lipca 2020

Opowieść w szkatułce: J. Potocki "Rękopis znaleziony w Saragossie"


Masz słuszność: nie ma na świecie nic przyjemniejszego,
niż wiedzieć, co dzieje się u innych (...)

Jan Potocki, Rękopis znaleziony w Saragossie, przeł. A. Wasilewska, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2015.

Lubicie powieści grozy? Ja uwielbiam, choć przyznaję, że czytam je zdecydowanie za rzadko. Taka fantastyka połączona ze strachem, naszpikowana upiorami i dziwnymi zdarzeniami działa na zmysły jak nic innego, w ten szczególny, wyjątkowy sposób. I właściwie nie ma znaczenia, ile lat czy wieków upłynęło od wydania powieści – cieszyła naszych pradziadków, może więc cieszyć i nas.

Z Rękopisem znalezionym w Saragossie spotkałam się po raz pierwszy na studiach – ta książka była na liście lektur obowiązkowych, a groźba pojawiania się na kolokwium występujących w niej motywów, wisiała nad całym rokiem. Kiedyś nie czytałam tak szybko, nie zapamiętywałam tak wiele i nie rozumiałam tak dokładnie wielu aspektów podobnych opowieści. W tamtym czasie ważniejsze było: zdać, zaliczyć, zapomnieć, a więc przeczytać i wykuć ważniejsze smaczki. Takie czytanie nie pozostawiało tak naprawdę chwili na zagłębienie się w historię i chłonięcie jej wszelkimi zmysłami. Na ten krok pozwoliłam sobie dopiero po latach i powiem Wam, że było to doskonale posunięcie, bo mogłam odkryć na nowo – a może właśnie po pierwszy, tak prawdziwie – tę skomplikowaną historię. 

Powieść powstała w latach 1803-1815, napisana po francusku przez Jana Potockiego. Zaczęłam czytać Rękopis... w najpopularniejszym przekładanie (z 1847 roku) Edmunda Chojeckiego, ale gdzieś potem odkryłam nowszą odsłonę (opartą na wersji z 1810 roku), więc zdecydowałam się właśnie na nią. Potem wyczytałam, że jest ona nieco "ugrzeczniona", ale prawdę mówiąc, nie przeszkadza to w lekturze. W ogóle musicie widzieć, że wersji tej powieści jest sporo, a każda z nich to kompletny moduł powieści. 


Przypadkowe odkrycie



Oficer francuskiej armii, który brał udział w oblężeniu Saragossy, znalazł w jednym z domów pewien tajemniczy rękopis spisany w języku hiszpańskim. Co prawda nie znał dobrze tego języka, jednak uznał, że rzecz była o kabalistach, zbójcach, upiorach – to go skusiło. Wpadł on w ręce wroga, ale poprosił, by mógł zachować rękopis. Dowódca podziękował za ocalenie dzieła, gdyż zawierało historię jednego z jego przodków, miało więc dla niego znaczenie sentymentalne. W zamian za ten dar dowódca postanowił tłumaczyć rękopis, a oficer zapisywał jego słowa. Historia, którą znaleźli w Rękopisie... została spisana przez Alfonsa van Wordena i złożona w żelaznej szkatułce, którą – taką miał nadzieję – mieli odnaleźć jego spadkobiercy.

Od tego wydania zaczęłam: Jan Potocki, Rękopis znaleziony w Saragossie, przeł. E. Chojecki, Armoryka, Sandomierz 2013.


Rękopis znaleziony w Saragossie opisuje dzieje rodu Gomelezów, którego Alfons jest potomkiem. Mężczyźnie przypisano bardzo ważną rolę, jednak nie chce on wyrzec się katolicyzmu i przejść na islam – i choć dzielnie znosi wszelkie niebezpieczeństwa, z opresji wychodzi zwycięsko, a inicjacje przechodzi pomyślnie, nie jest mu dane stanąć na czele rodu, by przywrócić jego dawną światłość.

Bohater spisał pierwszych 66 dni spędzonych w Hiszpanii (w górach Andaluzji); opowieść jego naszpikowana jest dziwnymi zdarzeniami, tajemniczymi upiorami i magicznymi działaniami. To jednak nie wszystko, bowiem w tej szkatułce znajdziemy opowieści w opowieściach, a każda jest na swój sposób wyjątkowa i pociągająca.


Szkatułkowa powieść grozy z początku XIX wieku


Rękopis znaleziony w Saragossie ma konstrukcję ramową. Ramę fabularną tworzy opowieść o przygodach Alfonsa van Wordena (ta spisana w znalezionym przez oficera rękopisie), a w niej pojawiają się liczne opowieści snute przez osoby, które mężczyzna spotyka w czasie swojej wędrówki. Z kolei w tych opowiadaniach pojawiają się historie bohaterów należących do tamtejszego świata przedstawionego. Każda z opowieści może mieć wiele poziomów treści (tak w skrócie: to opowieść o opowieści z opowieścią w opowieści), tworząc kolejne "szkatułki" na następne historie, co przywodzi na myśl powiastkę orientalną. Z taką formą prezentacji treści niewątpliwie trzeba się oswoić. Początkowo przerywane historie (kontynuowane dnia następnego) wybijają czytelnika z rytmu, jednak z czasem dajemy się ponieść magii opowieści, z niecierpliwością i zainteresowaniem wyczekujemy kontynuacji. Nie trudno pogubić się w tym szkatułkowym zagmatwaniu, a już na pewno problem jest brak przywiązania do bohaterów (pojawiają się oni, odgrywają swoją rolę i odchodzą – ich historia przemija), a jednak jest w tym Rękopisie... coś pociągającego.

Z początku kusi klimat grozy i ogrom elementów fantastycznych – niesłychane historie, niepojęte zdarzenia, a wszystko to okryte tajemnicą, do tego dochodzą wyjątkowi bohaterowie z ich nietuzinkowymi historiami – nie zabraknie odrobiny erotyzmu czy humorystycznych epizodów (zaloty do przebranego za niewiastę młodzieńca mnie rozbroiły). Z czasem ten fantastyczny świat upiorów, wisielców, magicznych kochanków schodzi na nieco dalszy plan, by ustąpić miejsca licznym filozoficznym dysputom – myślę, że ten aspekt jest bardziej nużący i znacznie trudniej "wkręcić się" w opowieść, kiedy zewsząd docierają do nas światopoglądowe zawisłości. Warto jednak w tym miejscu zaznaczyć, że Potocki zrezygnował tu z moralizatorstwa i dydaktyzmu właściwych epoce oświecenia – i całe szczęście, bo podejrzewam, że wówczas ta opowieść byłaby niezjadliwa.

Trzeba przyznać, że Rękopis... jest powieścią dopracowaną, pełną szczegółów i barwnych biografii bohaterów – każda opowieść w opowieści mogłaby stanowić (po rozwinięciu) autonomiczną historię. Nie jest to jednak łatwa lektura, co wynika i z języka (nieco archaicznego, choć doskonale zrozumianego dla współczesnego czytelnika), i, jak wspomniałam, samej budowy – łatwo się tu pogubić. Książka wymaga zatem uważnej lektury, ale myślę, że warto poświęcić jej czas. Mimo upływu wieków powieść Potockiego może być wciąż atrakcyjna, czemu niewątpliwie sprzyja jej pociągająca tematyka – te wszystkie mroczne historie, miłosne wywody i niebanalne kombinacje szybko zyskują naszą aprobatę.

Rękopis znaleziony w Saragossie to ciekawa propozycja – klasyka,  której warto dać szansę, choć nie należy tu liczyć na zawrotne tempo. Myślę, że blisko tej opowieści do tych snutych przy ognisku – każdy ma swoje pięć minut, a język jakoś dziwnie się rozplątuje; na jaw wychodzą niewygodne tajemnice. To kuszące, nie sądzicie?