czwartek, 17 września 2020

Fascynujące paskudztwa: "Co za ohyda! Po mrocznej stronie nauki" E. Engelhaupt


To niesamowite, kiedy człowiek odkrywa, że tak wiele osób mogło przez tak długi czas tkwić w błędzie.

Erica Engelhaupt, Co za ohyda! Po mrocznej stronie nauki,  przeł. A. Goździkowski, Burda Media Polska, Warszawa 2020.


Lubicie obrzydliwe opisy, mrożące krew w żyłach fakty i zatrważające sytuacje? Niestraszne Wam wszelkie paskudztwo – pełzające, gnijące, ociekające dziwnymi płynami? A może fascynuje Was świat nauki, który nas otacza, choć na co dzień nie wnikamy w składające się na niego szczegóły?

Jedno jest pewne: jeśli lubicie sugestywne opisy oraz nie boicie się zmierzyć z najobrzydliwszymi aspektami ciała, wytworami człowieka czy robactwem, to Co za ohyda! Po mrocznej stronie nauki zdecydowanie przypadnie Wam do gustu. Autorka, Erica Engelhaupt, dziennikarka naukowa i blogerka, która nie boi się poruszać trudnych tematów, odpowiada rzeczowo na pytania, które możemy z powodzeniem umieścić w szufladce "FUJ i TABU".

Fascynujące paskudztwa


Każdego z nas coś brzydzi. Jedni są bardziej wytrzymali i odporni na obrzydliwości, inni mają odruch wymiotny niemal co chwilę. Do której grupy należycie? 

Brzydzą Was pająki, pełzające pod skórą i wychodzące nosem robale? A może czujecie dyskomfort, gdy widzicie mysz czy szczura lub zastanawiacie się, od którego fragmentu Waszego ciała piesek czy kotek, z którym mieszkacie, zacznie ucztowanie – gdyby nagle przyszło Wam zejść? Niestraszne Wam wszelkie wydzieliny, odór rozkładającego się ciała, połykanie kału, nekrofilia? Może jednak bliżej Wam do krętych zakamarków psychopatycznego umysłu?

Autorka podzieliła publikację na kilka głównych części, z których każda odnosi do innego tematu mogącego wywołać odruch wymiotny:
  • Głód makabry,
  • Ale wstrętne!,
  • Na pohybel wszelkim tabu,
  • Małe paskudztwa,
  • Ohydne ciało,
  • Tajemnice umysłu.
Każda część zawiera kilka pytań i odpowiedzi, które opierają się głównie na doświadczeniach autorki oraz zawierają naukowe wyjaśnienie zjawiska. Część jest banalna, inne zagadnienia dotyczą spraw poważnych. Niektóre paskudztwa są faktycznie obrzydliwe, natomiast inne należy potraktować z przymrużeniem oka.

Lekko o masakrze i innych takich


Autorka w lekki, bardzo przystępny i nieco humorystyczny sposób podaje nam wiedzę, która właściwie do niczego się nam pewnie w życiu nie przyda. Poruszane przez Engelhaupt tematy z pewnością zaskoczą niejednego czytelnika, bowiem autorka lawiruje między obrzydliwością a ludzką ciekawością, wciąż naciągając granicę jego wytrzymałości. Zdecydowanie nie szczędzi tu plastycznych opisów, rozpatrując każdy wątek w dość szczegółowy sposób, podsuwając zapachy, smaki i dźwięki. 

Co ha ohyda! to jedna z tych publikacji, które być może nie zmienią Waszego życia (chociaż, kto wie?), ale dostarczą ogromu materiału do przemyśleń. Ta książka zwraca uwagę przede wszystkim na fakt, że często nie wnikamy w sprawy – z różnych względów – które w gruncie rzeczy są dla nas bardzo istotne. Często wolimy pominąć milczeniem pewne obrzydliwości naszych ciał, nie wspominamy o miejscach, które odwiedza mucha, zanim przypadkiem przysiądzie na naszym kotlecie, nie bierzemy też (przeważnie) pod uwagę wychodzenia ze swojej strefy komfortu, np. próbując potraw przygotowanych z robali. 

Autorka roztrząsa te nasze ohydztwa w odniesieniu do kultury, tabu, przyzwyczajenia czy po prostu wspominając o irracjonalnym strachu albo niedyspozycji umysłu. Wiele zagadnień odnosi do świata zwierząt (w tej wersji są chyba nieco mniej obrzydliwe), podaje dane, wyciąga wnioski, cytuje wypowiedzi, odsyła do artykułów i podrzuca linki (polecam!) – ku poszerzeniu wiedzy.

Książkę przeczytałam bardzo szybko, choć niektóre zagadnienia w ogóle mnie nie zaciekawiły (szczególnie liczba tamponów potrzebna w kosmosie). Na szczęście zakres tematyczny jest tak szeroki, że z powodzeniem każdy znajdzie tu coś dla siebie. Niektóre fragmenty czytałam mężowi do snu (wspólnie zastanawialiśmy się, czy nasz owczarek niemiecki wykaże się finezją i zacznie nas spożywać w jakiś nietypowy sposób, począwszy np. od łydek?), inne postanowiłam nieco zgłębić (przeszczepy głowy), a jeszcze kolejne zrobiły na mnie wrażenie, choć postanowiłam, że więcej mi nie trzeba (nekrofilia, zdecydowanie). Niestety, wiele pytań (i odpowiedzi) nuży – nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by je ominąć.

Co za ohyda!  to ciekawa propozycja dla czytelników, którzy lubią ciekawostki, a przy tym kręci ich brzydota – nie boją się trudnych tematów i odczuwają potrzebę wejścia głębiej.

Moja ocena: