wtorek, 13 października 2020

Błądzimy w chaosie po omacku: "Pandemia. Raport z frontu" P. Kapusta

 

Ten czas uczy nas jednego: musimy być odpowiedzialni nie tylko za siebie, ale także za innych. Szczególnie za słabszych. Bo nieoczekiwanie słabszym może stać się każdy z nas.


Paweł Kapusta, Pandemia. Raport z frontu, Insignis, Kraków 2020.



Kiedy o koronawirusie zrobiło się głośno, media zaczęły informować o zakażeniach, a na stronie Ministerstwa Zdrowia pojawiły się pierwsze informacje o zgonach, nie trzeba było długo czekać, by COVID-owa rzeczywistość stała się inspiracją dla literatury i na stałe zagościła wśród papierowych kart.

Pamiętam, że pierwsza publikacja, która pojawiła się w Polsce właśnie na temat tego wirusa, została przyjęta negatywnie. Dlaczego? Napisana przez dr nauk medycznych książka miała być zbiorem wiedzy na temat samego wirusa – jego specyfiki – oraz czymś na kształt poradnika, czyli listą dobrych rad. Książka miała być przede wszystkim próbą uporządkowania znanych wiadomości, zebraniem do kupy tego, co już wiadomo (przypominam, że w marcu było wiadomo niewiele). Czytelnicy podeszli do tematu bardzo sceptycznie, uznając, że publikacja ma być jedynie sposobem na szybką kasą, a pojawiające się recenzje mieszały lekturę z błotem.

Nie planowałam czytać tej książki, choć miałam do niej swobodny dostęp (w pewnym momencie wydawnictwo udostępniło publikację za darmo), była na wyciągnięcie ręki. I wcale nie chodziło o to, że za szybko czy niepotrzebnie, czy też o powody jej wydania. Uznałam po prostu, że mam przesyt, że pęknę, jeśli przyjmę więcej informacji, z których właściwie nie wynika nic poza panikotwórczą atmosferą, a spanikowana (z powodu choroby onkologicznej mojej córki) byłam już wystarczająco. Nawet dziś, po wielu miesiącach walki, wciąż niektóre kwestie są niepewne, a zdania na temat nawet podstawowych zasad bywają podzielone. Zresztą, o czym my mówimy, skoro część społeczeństwa w ogóle nie wierzy w istnienie wirusa?

W każdym razie odpuściłam sobie lekturę książek popularnonaukowych, natomiast długo zastanawiałam się, czy w ogóle wchodzić w ten temat. Na horyzoncie pojawiła się (całkiem niedawno) najnowsza publikacja Pawła Kapusty pt. Pandemia. Raport z frontu. Bardzo cenię sobie reportaże tego autora (polecam recenzje Gada i Agonii), więc postanowiłam spróbować, choć od razu wyszłam z założenia, że mogę nie doczytać... Doczytałam jednak, więc dziś chętnie opowiem Wam co nieco na ten temat. 


Błądzimy w chaosie po omacku

Reportaż Pawła Kapusty pozwala spojrzeć na pandemię z różnych punktów widzenia. Czytelnik dostaje możliwość, czytając wypowiedzi rozmówców, zastanowić się nad wpływem wirusa na działanie całego społeczeństwa, ale też – a może przede wszystkim – różnych grup zawodowych: sprzedawców, ratowników medycznych, nauczycieli, diagnostów laboratoryjnych, pracowników więzienia czy listonoszy. Osoby, których wypowiedzi znalazły się w Raporcie..., często stoją na pierwszej linii frontu i to właśnie w ich stronę kierowane są gorzkie słowa niezadowolonych (niemal ze wszystkiego) Polaków, bo w końcu: nauczanie zdalne to pic na wodę, a nauczyciele to nieroby, w sklepach kolejki, a kasjer bywa nieprzyjemny i jeszcze do tego się czepia, na wyniki testów czeka się w nieskończoność, a medycy chodzą między "zwykłymi" ludźmi i rozsiewają to paskudztwo. Znacie to? Myślę, że z podobnymi opiniami spotkaliście się już wielokrotnie.

Pandemia... to głównie zapis rozmów z ratowniczką medyczną, która w szczery i bezkompromisowy sposób opowiada o swojej pracy, zwracając przy tym uwagę na absurdalność pewnych działań. Co więcej, kobieta wspomina o sytuacji w polskich szpitalach, a jednak COVID-owa rzeczywistość to przecież nie jedyny problem, z jakim zmagają się kliniki – ludzie chorują tak, jak chorowali dotychczas, nie zniknęły nowotwory, problemy z kolanami czy agresywni alkoholicy, którzy trafiają na SOR. Do tej trudnej codzienności doszły po prostu kolejne utrudnienia. 

Autor przeprowadził również wywiady (rozmowy) z ludźmi, którzy mocno siedzą w temacie, a których my znamy z telewizji czy social mediów. W ramach, niejako, podsumowania, możecie przeczytać, co o całej tej sytuacji (finansowej, filozoficznej, zdrowotnej Polaków) sądzą: Łukasz Szumowski, Krzysztof Simon, Witold Orłowski oraz Marcin Król. Myślę, że tych nazwisk nie trzeba specjalnie komuś przedstawiać.

Co jeszcze? Paweł Kapusta sam zmierzył się z wirusem, więc wiadomości dostaniecie tu z pierwszej ręki.


Quo vadis, pandemio?

Powiem Wam, że lektura tego reportażu zrobiła na mnie spore wrażenie. Może dlatego, że treść jest obdarta z tych wszystkich krzykliwych ozdobników i hektolitrów politycznego jadu, a mówi po prostu o ludziach? Myślę, że właśnie to jest najważniejsze w Pandemii..., to spojrzenie na człowieka, który po prostu musi walczyć – o siebie, o bliskich i tych nieznajomych – i robi to najlepiej, jak potrafi, mimo wszystko (mimo obelg, śmiechów, braku odpowiedniego sprzętu i przygotowania, a przede wszystkim -  pomimo strachu). Podobało mi się spojrzenie na problemy, z którymi zmagać się muszą różne grupy zawodowe – widać, że obecna sytuacja ma wpływ absolutnie na wszystkich, nikogo nie omija. Różne jest tylko podejście do tematu.

Książkę czyta się bardzo szybko, chociaż niektóre wypowiedzi są dość toporne, na co autor zwraca nam uwagę już we wstępie i tłumaczy, skąd taka, a nie inna forma. Z pewnością na plus zasługuje fakt, że reportaż jest dość zwięzły, a wypowiedzi dotyczą głównie konkretów. Treściwie, a przy tym dość emocjonalnie, choć nienachalnie. Myślę, że osobiste przeżycia autora wiele wnoszą do tej historii, a rozmowy z tymi "znanymi" pozwalają na poszerzenie wiedzy albo raczej zastanowienia się, dokąd to wszystko zmierza.

Na przestrzeni ostatnich miesięcy wyszło z nas to, co najlepsze, ale też to, co najgorsze. Buntujemy się, nawołujemy do działania lub – swego czasu – pozostania w domach, patrzymy z nienawiścią bądź uwielbieniem na działa rządu, zachowujemy dystans społeczny albo, tak też bywa, mamy w głębokim poważaniu wszystko i wszystkich, ale też pomagamy, robimy coś bezinteresownie. Zewsząd krzyczą, jak żyć, nie żyć czy przeżyć. Jesteśmy już zmęczeni tą COVID-ową codziennością, przeżarci makaronem, toniemy w dezinformacji, wyłuszczamy swoje racje, żyjemy w strachu lub brniemy nieustraszeni. Dokąd zmierza pandemia? Nie wiem i prawdę mówiąc, nie słucham tych wszystkich "rokowań", nie przeglądam modeli wzrostów czy "wypłaszczenia". Nie mam na to siły, zmęczona jestem tym wszystkim i tylko współczuję tym, którzy nie mogą sobie pozwolić na takie oderwanie się od tego zmęczenia, bo oni wciąż muszą walczyć na pierwszej linii frontu.

Domyślam się, że Wy również macie, z różnych względów, dość tej tematyki, ale gdybyście mieli ochotę na jakąś lekturę w tym klimacie, to Pandemia. Raport z frontu będzie odpowiednia, choć nie jest ona do życia niezbędna. Posłuchajcie, pomyślcie. Nie będę wystosowywać tu dramatycznych apeli o rozwagę, bo wiele takich już usłyszeliście, codziennie się z nimi stykacie. Powiem tylko, że ja robię swoje i Wam również robienia tego swojego życzę.



Moja ocena