czwartek, 19 listopada 2020

Niepokojące obrazy, dławiące wizje: "Czarne morze" K. Macios

 


Być może pewne historie nią mają ani początku, ani końca, być może wpada się od razu w sam ich środek, rozpaczliwie próbując pozlepiać różne wątki i stworzyć z nich spójną opowieść.

Karolina Macios, Czarne morze, Wielka Litera, Warszawa 2020.



Macie czasem przeczucie, takie wewnętrzne przekonanie, że coś Wam umknęło, o czymś zapomnieliście, czegoś nie dopilnowaliście? Mnie się zdarza, choć nie powiem, by było to częste zjawisko, bo przeważnie większość naprawdę ważnych spraw ogarniam za pomocą bujo. Czasem jednak łapię się na tym, że faktycznie coś miałam zrobić czy o czymś pamiętać, a okazywało się, że dopadło mnie jakieś "zaćmienie umysłu" i ni chu chu. Mam nadzieję, że każdemu się to czasem zdarza i mogę ze spokojem stwierdzić, że nie jest za mną tak źle... Przejdźmy jednak do rzeczy: wyobraźcie sobie, że nagle okazuje się, że gdzieś uciekł Wam spory wycinek czasu, wielu rzeczy nie pamiętacie, a wszyscy wokół Was – rodzina, znajomi – zachowują się jakoś podejrzanie. Niepokojące, nieprawdaż? Z pełną świadomością stwierdzam, że nie chciałabym znaleźć się w tak patowej sytuacji, bo wiecie: im dłużej wałkuje się w myślach jakiś temat, obraca w nieskończoność pewne zdarzenia i gdyba, tym dziwniejsze scenariusze budzą się do życia, kłębią pod czaszką i rozwalają system.

***

Może nie przepadam za listopadem, bo kojarzy mi się głównie z szarówką i chłodem, ale co roku wypatruję go z pewnym utęsknieniem, bowiem to właśnie w tym miesiącu czytaj.pl "zmusza" do czytania, udostępniając za darmo kilkanaście świetnych propozycji na jesienne wieczory. Tym razem mój wybór, z polecenia jednego z Czytelników bloga (dziękuję!), padł na Czarne morze Karoliny Macios. Być może, gdyby nie ta zachęta, nigdy nie dotarłabym do tej powieści, bo przecież rynek książki pęka w szwach od thrillerów psychologicznych i ZAWSZE znajdzie coś, co właśnie zwróciło moją uwagę. Ta książka nie należała do tej grupy, a jednak nie żałuję, że po nią sięgnęłam. 


Niepokojące obrazy, dławiące wizje

Jak to jest widzieć przez dotyk, nie wiem, ale podejrzewam, że to dość mocno komplikuje relacje międzyludzkie. Oczyma wyobraźni widzę już, jak moje palce muskają przelotnie, przypadkowo czyjąś dłoń i w jednej chwili powalają mnie obrazy – natłok, gęstość i intensywność wizji, których wolałabym nie oglądać i na które w ogóle nie byłabym gotowa. 


Życie innych nie stanowiło dla niej tajemnicy, 
za to jej własne miało ją zaskakiwać do końca.


Joanna, po dotknięciu obcej dłoni, widzi obrazy związane z tą osobą. Kobieta posiada ten osobliwy, ale w gruncie rzeczy bardzo niewygodny dar od dziecka, ale faszerowana lekami, potrafi funkcjonować jak w miarę normalny człowiek. Czasem jednak mroczne wizje przebijają do świadomości, najczęściej pod postacią niepokojących snów.

Wszystko zaczyna się komplikować, gdy kobieta budzi się nagle w szpitalu. Mąż twierdzi, że mieli wypadek samochodowy, którego Joanna niestety nie może sobie przypomnieć. Nic zresztą dziwnego, bo to niejedyna luka w pamięci, z którą będzie musiała się zmierzyć. 

Bohaterkę zaczynają nawiedzać coraz dziwniejsze wizje, a na co dzień w jej umyśle kłębią się coraz bardziej niepokojące emocje. Z jednej strony ufa mężowi i wierzy, że jej ukochana córeczka jest u dziadków – bezpieczna, ale z drugiej... coś tu ewidentnie nie pasuje, a brak kontaktu z dzieckiem (nawet telefonicznego) podsyca przerażenie Joanny. Poza tym kobieta wciąż ma dziwne przeczucie, że na klifie, w czasie ostatniej wizyty nad morzem, zdarzyło się coś ważnego. Mąż jednak wszystkiemu zaprzecza, a wszelkie "niewygodne" pytania zbywa milczeniem.

Asia jest zagubiona, zrozpaczona i przerażona tym, co może kryć się za niewypowiedzianymi słowami, przelotnymi spojrzeniami i gwałtowanie napierającymi wspomnieniami, które szturmem wdzierają się w jej codzienność.


Duszno, gęsto i... nieco chaotycznie

Jaka jest ta książka? Cóż, z pewnością nieco chaotyczna i mocno pogmatwana. Jeśli lubicie mieć wszystko poukładane, podane od a do z, prowadzące linią prostą od wstępu aż po finał, to Czarne morze być może nie przypadnie Wam do gustu. Tu przeszłość miesza się z teraźniejszością, a w codzienność wkradają się abstrakcyjne, zapierające dech w piersi obrazy. Czasem nie wiemy, czy zdarzenia rozgrywają się na tej mocno realnej płaszczyźnie, czy raczej znajdują się w sferze sennych powidoków.

Książkę czyta się bardzo szybko, ponieważ treść została podana w bardzo przystępny, prosty sposób – zwraca uwaga lekkość pióra. Na lekturę poświęciłam jeden wieczór, ponieważ nie mogłam oderwać się od tej historii, bo byłam szalenie ciekawa, jak to się wszystko skończy. Rozwikłanie tej zagadki wcale nie było takie proste, bowiem autorka bardzo zgrabnie myliła tropy – czasem myślałam, że już wiem, że już na pewno tak musi być, a potem okazywało się, że jednak to tak nie działa, że coś tu się nie zgadza i pewnie z tego powodu finał tej historii zaskakuje.

Nie powiem, że to najlepsza książka, jaką czytałam, bo wiele jej do tego miana brakuje, ale z pewnością ta historia zasługuje na uwagę. Skąd taki wniosek? Mimo tylko częściowo wykorzystanego potencjału (niezwykły dar, którym obdarzona jest główna bohaterka, mógłby grać nieco większą rolę w tej opowieści), poczułam pewien magnetyzm. Pomimo słabego, dość nużącego wstępu, dałam się wkręcić – potem popłynęłam. Ogromną zaletą i najmocniejszą stroną tej książki są mroczny, dławiący nastrój, zdeformowana przestrzeń i niepokój, który towarzyszy nam niemal od samego początku historii aż do samego końca. 

Czarne morze to thriller psychologiczny z delikatną, choć namacalną nutką fantastyki. Przyznaję, że spodziewałam się zupełnie innego środka ciężkości w tej powieści, myślałam, że całość będzie kręciła się wokół nadprzyrodzonych zdolności Joanny, zatem to, co zastałam, okazało się dla mnie pewną niespodzianką. Trudno stwierdzić, czy na pewno miłą. 

Czarne morze to w końcu opowieść o gonitwie myśli. Chyba dla nikogo nie będzie zdziwieniem, jak silny niepokój towarzyszy matce, która nie ma pewności, czy przekazywane jej informacje (dotyczące dziecka) są prawdziwe? Joanną targają sprzeczne, bardzo intensywne emocje; choć ciało zdecydowanie weszło w stan spoczynku i kompletnie odmawia współpracy, to umysł pracuje pełną parą. Bohaterka w myślach, snach i wyobrażeniach toczy zaciekłe boje ze swoimi obawami, a każdej z takich walk towarzyszą bezradność i niemożność podjęcia konkretnego działania. W tej sytuacji "lepiej późno niż wcale" nabiera jakiegoś masakrycznego sznytu...

Powieść Karoliny Macios daje się czytać i to z przyjemnością. Spędziłam z tą książką bardzo przyjemny wieczór, choć początkowo podejrzewałam, że nie dotrwam do końca, bo na wstępie po prostu powiało nudą. Na szczęście dałam się wkręcić i absolutnie tego nie żałuję. Jeśli kręcą Was pokręcone opowieści i zachęciłam Was do lektury, to przypominam, że książkę możecie przeczytać lub jej wysłuchać w ramach akcji czytaj.pl za darmo do końca listopada.