niedziela, 29 listopada 2020

Wszyscy jesteśmy niewinni?: "Zimny chirurg" M. Czornyj



Wszyscy jesteśmy niewinni.
Winne naszych zbrodni są jedynie złe okoliczności. 

Max Czornyj, Zimny chirurg, Filia, Poznań 2020.

Dziś chciałabym zwrócić Waszą uwagę na pewien niewygodny fakt: nie znamy ludzi. Nigdy nie mamy pewności, czy człowiek, który stoi w kolejce przed nami, nie przetrzymuje w aucie na parkingu porwanej nastolatki; kiedy zderzamy się z kimś przypadkiem na ulicy, nie bierzemy pod uwagę, że ta osoba być właśnie kogoś zamordowała albo zaraz kogoś zaszlachtuje; kiedy kochanek czule gładzi nasze ramię, nie podejrzewamy przecież, by kilka chwil wcześniej w podobny sposób okazywał czułość rozkładającym się zwłokom. Nie wiemy tego wszystkiego i choć staramy się na co dzień unikać zagrożenia, to przecież nigdy, absolutnie nigdy, nie mamy pewności, kto i w jakiej roli stanie na naszej drodze.


Nigdy nie znamy innego człowieka. 
Albo nigdy nie chcemy go poznać.


Zimny chirurg Maxa Czornyja to kolejna książka tego autora, z którą miałam do czynienia (choć muszę przyznać, że jeszcze sporo jego powieści czeka na regale – muszę się w końcu za nie zabrać...), no i druga oparta na faktach czy też inspirowana prawdziwymi wydarzeniami (najpierw był Rzeźnik, o którym Wam kiedyś opowiem, obiecuję). Nie wiem, czy jakakolwiek książka Czornyja będzie w stanie przebić tego Zimnego chirurga, który mnie po prostu zachwycił, aczkolwiek... wszystko jeszcze przede mną.


Wszyscy jesteśmy niewinni?

Edmund Kolanowski to normalny facet z sąsiedztwa – na pewno znajcie i często macie styczność z podobnym typem, czyli taką nijaką osobą, którą mijacie w drzwiach, nie zwracając na nią większej uwagi lub rzucając ukradkowe "dzień dobry", bo w końcu tak wypada. Mężczyzna ma rodzinę, nie rzuca się w oczy i właściwie niczym nie wyróżnia. To jednak tylko pozory, bo gdy wejdziemy w jego umysł... tam to dopiero się dzieje!

Zimny chirurg (sam nadał sobie to miano) był seryjnym mordercą, który zbierał żniwo w latach 70' i 80' zeszłego stulecia. Specjalizował się przede wszystkim w okaleczaniu zwłok, pozbawiając je piersi i narządów płciowych, które potem przyszywał do manekina. Cel, ohydnie oczywisty, nekrofilia. Edmund Kolanowski nie tylko mordował, ale też wykopywał zwłoki – "polował" na cmentarzach lub wykorzystywał ciała (zawsze kobiece), które znajdowały się w kaplicach cmentarnych.

Czy w obliczu tak zaawansowanego zwyrodnialstwa można mówić o jakichkolwiek okolicznościach łagodzących? Okazuje się, że Kolanowski zabierze nas tam, gdzie nigdy nie chcielibyśmy się znaleźć – oprowadzi czytelnika po swoim umyśle, wspominając dzieciństwo i roztrząsając teraźniejszość.


Totalna ohyda!

Zimny chirurg jest opowieścią opartą na faktach – to wyznanie (pierwszoosobowa narracja) mordercy, który niczego przed nami nie kryje, a smaczku dodaje fakt, że zwraca się bezpośrednio do czytelniczki – tak, właśnie do Ciebie! Czasem ten zabieg powoduje, że dostajemy gęsiej skórki, a po plecach przebiegają nieprzyjemne dreszcze.

Rzadko trafiam na książki, które wywołują we mnie te uczucia, które nieustannie towarzyszyły mi w trakcie lektury Zimnego chirurga. Ta historia jest niesamowicie plastyczna i totalnie ohydna. Wiele razy musiałam łapać chwilę oddechu, by przejść dalej, by móc zatopić się w kolejnych myślach mordercy. Myślę, że czytelnikowi o słabszych nerwach wielokrotnie zbierze się na wymioty, ponieważ autor nie szczędzi szczegółów, wszystko opisuje z należytą dokładnością. Już same czyny Kolanowskiego są obrzydliwe, ale podane w tak dosadny sposób robią piorunujące wrażenie. Zatem, lojalnie ostrzegam, jeśli macie bogatą wyobraźnię, to gwarantuję, że te obrazy będą prześladowały Was jeszcze długo – kurde, tego się nie da wyrzucić z pamięci, choć bardzo się tego pragnie. Nie zrozumcie mnie źle – to cudowne, że mamy do czynienia z taką brzydotą i doceniam, że autor potrafił stworzyć coś tak wyjątkowego, balansującego na granicy wytrzymałości przeciętnego czytelnika.

Pomijając już te sugestywne opisy, sama opowieść jest naprawdę ciekawa i w sumie nie jest istotne, czy wracamy do dzieciństwa naszego bohatera, czy przyglądamy się jego obecnym poczynaniom. Wszystko tu składa się na pełną, klarowną całość, która i mocno obrzydza, i w równym stopniu szalenie intryguje, i na dodatek fascynuje.

Warto zwrócić uwagę na fakt, że nie same wydarzenia są tu ważne, bo wydaje się, że to przeżycia Bestii stanowią sedno tej historii. Portret psychologiczny został nakreślony z niebywałą dokładnością, a fakt, że Zimny chirurg sam opowiada swoją historię, pozwala nam wejść (bardzo głęboko) w jego umysł. Poznajemy motywacje, obserwujemy wahania, przyglądamy się planom i nijak nie możemy się od tego oderwać. To wszystko, ta cała masakra, dzieje się na naszych oczach, a my otrzymujemy w dodatku legendę, według której możemy interpretować kolejne zdarzenia.

Czasem, jak w tym przypadku, prawda okazuje się o wiele gorsza od fikcji. Zimny chirurg to jedna z tych książek, które wywołują w czytelniku głęboki sprzeciw, przyprawiając go o kołatanie serca. Ta opowieść oburza, przeraża i odbiera wiarę w dobro. Jest doskonała, po prostu. Jeśli zatem szukacie naprawdę mocnego tąpnięcia, to Zimny chirurg Czornyja nada się idealnie; dostaniecie więcej, niż się spodziewacie. Moim zdaniem to propozycja zdecydowanie godna uwagi, a przy tym jedna z najlepszych książek, które udało mi się przeczytać w tym roku. Polecam.