piątek, 12 lutego 2021

Kłamstwo wypowiedziane sto razy staje się prawdą: "Nie krzycz" M. Moss




Hejtowanie wcale nie jest takie złe, gdy to nie nas hejtują.


Marcel Moss, Nie krzycz, t. 3, Filia, Poznań 2020.


Co najbardziej pociąga Was w sieci? Czy będzie to możliwość niemal nieograniczonego dostępu do wszystkich dobrodziejstw tego świata (m.in.: wiedzy, kontaktów z ludźmi, zakupów online, rozrywki), czy może poczucie anonimowości i szansa na anonimowe wylanie jadu na kogoś znajomego albo zupełnie przypadkową osobę – byle sobie ulżyć? 

Niektórzy użytkownicy internetu wciąż myślą, że są bezkarni i mogą bez oporów rozładowywać za pomocą łącza swoje frustracje. Inni robią to, bo przecież im wolno, twierdząc, że "to nie na poważnie, bo w internecie". Zastanawiające jest to poczucie władzy nad słowem i przeświadczenie, że można napisać wszystko, byle tylko rozkręcić gównoburzę. Mówi się, że lepiej, by mówili źle, niż żeby w ogóle nie mówili... Niestety wielu użytkowników nie zdaje sobie sprawy z faktu, że pod każdym pseudonimem, za każdym profilem stoi żywy człowiek.


Nie ma znaczenia, czy obrażamy kogoś w sieci, czy w cztery oczy.
Nienawiść jest wszędzie taka sama.
I tak samo boli.


Dziś kilka słów o ukoronowaniu trylogii hejterskiej autorstwa Marcela Mossa. Po zaskakującym thrillerze Nie odpisuj *recenzja*  i wciągającej kontynuacji Nie patrz *recenzja* nadszedł czas na trzeci tom, który widnieje pod tytułem Nie krzycz. Pisarz znów porusza ogrom niewygodnych dla czytelnika tematów, zalewając nas falą internetowego hejtu i konfrontując z zagadnieniem przemocy domowej. Chyba nie pokusiłabym się o czytanie kolejnych części bez znajomości pierwszej – nie róbcie tego, bo ominie Was cała zabawa!

 

Kłamstwo wypowiedziane sto razy staje się prawdą

Pandemia odbiła się niemal na wszystkich branżach. Ten trudny okres nie ominął również Anity, która ledwo wiąże koniec z końcem, wciąż tonie w długach i zupełnie nie radzi sobie z codziennością. Kobieta szuka pracy, ale okazuje się, że albo ma za niskie, albo za wysokie kwalifikacje. Nigdzie nie może zagrzać miejsca na dłużej – czuje się jak wyrzutek, któremu odbiera się prawo do godnego życia i nawet nie daje szansy na wykazanie się. Co prawda może liczyć na pomoc Ewy (psychoterapeutka jest nam doskonale znana z pozostałych części trylogii), ale nie powinna przecież wiecznie żerować na koleżance. Anita, mimo wszelkich przeciwności losu, nie ustaje w poszukiwaniu zatrudnienia i w końcu zostaje dostrzeżona. Dostaje firmowego laptopa, obietnicę ogromnych zarobków i wolną rękę. Czym się zajmuje? To zawodowa hejterka, która przyjmuje kolejne zlecenia na oczernianie ludzi w sieci. Do jej zadań należy przede wszystkim wypisywanie obrzydliwych, ociekających jadem, a przy tym wyssanych z palca komentarzy pod artykułami, wpisami innych osób czy instagramowymi zdjęciami tych sławnych i mniej popularnych osób.



W dzisiejszym świecie nie liczy się prawda.
Liczy się to, kto najgłośniej krzyczy.



Anita co prawda ma pewne opory przed obrzucaniem ludzi gównem, ale zapowiedź godziwej wypłaty szybko uspokaja jej sumienie. Poza tym jest w tym świetna! Czasem jednak najlepszym podwija się noga, powiedzą o jedno słowo za dużo i muszą ponieść konsekwencje swoich działań. Anita znajdzie się w niebezpieczeństwie i choć jej życie zamienia się w koszmar, nie ma pojęcia, kto stał się jej oprawcą i w jak wielkie gówno wdepnęła.






Tymczasem Michał i Agata wciąż mieszkają razem – właściwie nic się nie zmieniło. Ich związek w dalszym ciągu cechują przemoc, złość i niepohamowana żądza upodlenia partnera. Mężczyzna pragnie wyrwać się z domowego piekła i uwolnić w końcu spod władzy nieustępliwej żony, która – co trzeba jej przyznać – jest doskonałą aktorką i nie cofnie się przed niczym, byle utrzymać przewagę nad mężem i zamienić jego życie w koszmar.

Pewnego dnia Michał dostaje nieoczekiwaną wiadomość od starej znajomej, która proponuje mu pomoc. Mężczyzna co prawda odrobinę się waha, ale szybko dochodzi do wniosku, że musi w końcu wziąć sprawy w swoje ręce i nadać swojemu toksycznemu związkowi nowy kierunek. Nie wie jednak, że jego działania jeszcze mocniej skomplikują i tak już beznadzieją sytuację. Gorzej być nie może? Okazuje się, że wszystko jest możliwe, a to, co przeżył dotychczas, stanowiło jedynie wstęp do decydującej rozgrywki.


Tak działa ten świat.
Wystarczy jedno potknięcie, a inni bezlitośnie je wykorzystają.


Nie pomijajmy jednak Agaty. Tym razem autor poświęca jej nieco więcej uwagi (gotowi na powrót do przeszłości?), a informacje, do których dotrzemy, zmienią wszystko!


Mocny akcent na koniec

Bardzo podoba mi się finisz tej trylogii – autor zdecydowanie podołał i pozostawił nas z mocnym akcentem na koniec. Rozwiązanie tej historii robi wrażenie, ale myślę, że już sama droga do wielkiego finału jest tak emocjonująca, że nie sposób przejść jej obojętnie. 

Będziemy obecni w teraźniejszości, ale wielokrotnie zwrócimy się też w stronę przeszłości, by poznać nieco bliżej naszych bohaterów. Powrócą również wątki z poprzednich tomów – dokopiemy się do niejednej tajemnicy. Historię poznamy z perspektywy różnych osób, które są ze sobą w jakiś sposób powiązane. Ich problemy mogą okazać się dla nas przytłaczające, ale gwarantuję, że nie pozostawicie ich działań bez oceny. Myślę też, że – mimo wszystkich tych wad, którymi aż ociekają bohaterowie – przywiążecie się do nich oraz tych wszystkich wydarzeń i z uwagą będziecie śledzili rozwój wypadków.

Język jest mocny, bezpośredni i wulgarny – nie brakuje tu ciężkich opisów oraz krzywdzących epitetów, a nawarstwiające się problemy wywołują pewnego rodzaju przesyt – ale taki przyjemny, sprawiający, że pragniemy dotrzeć do końca, by wreszcie nieco rozładować napięcie. Czy się uda? Tego musicie dowiedzieć się samodzielnie i myślę, że różne będą opinie na ten temat.

Nie krzycz to rewelacyjna opowieść, która wciąga, porywając nas w wir wydarzeń, odkrywając przed nami kolejne intrygi i zmuszając do zachłyśnięcia się tą ciężką, duszną atmosferą. Opowieść porusza bardzo ważną tematykę: z jednej strony nie bagatelizuje przemocy domowej, której doświadczają mężczyźni (wciąż niewiele się o tym mówi), z drugiej strony zmusza nas do zastanowienia się nad siłą, z jaką działa hejt internetowy i jego mocną sprawczą – ta jest porażająca. Myślę, że to potrzebna książka, która ma szansę jeszcze wiele zmienić. Dlaczego? Być może w hejterzy zrozumieją, że nikt, absolutnie nikt nie jest w sieci anonimowy, a zarazem każdy musi ponosić konsekwencje swoich działań. Oby.