poniedziałek, 15 lutego 2021

Ocalałeś? To wyłącznie twój problem: "27 śmierci Toby'ego Obeda" J. Gierak-Onoszko

 



Opinie są różne – każdy może mieć swoją własną, ale panuje zgoda, że nie można mieć swoich własnych faktów.


Joanna Gierak-Onoszko, 27 śmierci Toby'ego Obeda, Dowody na Istnienie, Warszawa 2019.

Ile wiecie o Kanadzie? Ja, prawdę mówiąc, widziałam bardzo niewiele, a właściwie praktycznie nic, co w sumie miałoby większe znaczenie. Kanada kojarzyła mi się głównie z liściem klonowym i słodkich klonowym syropem, mozaiką barw, tubylcami (pamiętajcie, że określenia "Indianin" i "Eskimos" uważane są za obraźliwe, wręcz rasistowskie, a w ten sposób określać się mogą jedynie sami przedstawiciele Rdzennych Ludów Kanady), Celine Dion i Lucy Maud Montgomery. Kojarzę też doskonale hasło: The world needs more Canada. I właściwie tyle. Słabo!

Dziś wiem więcej, co zawdzięczam lekturze reportażu autorstwa Joanny Gierak-Onoszko. Po 27 śmierci Toby'ego Obeda (intrygujące, prawda?) sięgnęłam z ciekawości, zachęcona pozytywnymi recenzjami, poza tym ten tytuł wciąż stawał na mojej drodze, więc uznałam, że czas w końcu zmierzyć się z odczarowaną Kanadą i zrozumieć, co musiało się wydarzyć, by przyjęła taki, a nie inny kształt. 

Książka była nominowana i znalazła się wśród finalistów: w plebiscycie LubimyCzytac.pl (za rok 2019), do Nagrody Conrada, Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego, Nagrody Literackiej im. Witolda Gombrowicza oraz NIKE.


Ta-kie-by-ły-cza-sy

Czy wszelkie działania podejmowane przez człowieka można tłumaczyć tym, że takie były czasy? Czy można uznać, że tak musiało być i po prostu trzeba przejść nad tym, co się wydarzyło, do porządku dziennego? Czy jakakolwiek misja może stanowić usprawiedliwienie dla bestialstwa?

27 śmierci Toby'ego Obeda to krzyk ocaleńców – dorosłych, którzy jako dzieci zostali zabrani od rodziców i umieszczeni w szkole z internatem, najczęściej bez możliwości powrotu w rodzinne strony. Istniało wiele takich szkół, które wykonując swoją misję (rozumianą jako uczłowieczenie, a zatem ukształtowanie na własną modłę Rdzennych Ludów; zakładano uczynienie z dzieci pracowitych mężczyzn i uległych kobiet przeznaczonych do małżeństwa). Wyrwani ze swojej kultury, odklejeni od języka (posługiwanie się własną mową było surowo karane), wierzeń i tradycji, walczyli o przetrwanie w zupełnie niezrozumiałym świecie – świecie białych.

Opowieści ocaleńców są bolesne. To wyznania wstydliwe, długo skrywane przed światem, przepełnione rozgoryczeniem, strachem, złością i bezsilnością. Zobaczymy obrazy pełne przemocy psychicznej i fizycznej, dowiemy się o wykorzystywaniu seksualnym przez (przede wszystkim) osoby duchowne, które zarządzały tego typu placówkami, które miały być ostoją dla tych zagubionych dzieciaków. To świadectwa krzywdy, która – mimo że minęły już dziesięciolecia – wciąż jest żywa i w dalszym ciągu wywiera wpływ na ocaleńców, ich dzieci i wnuków. Czy po tak traumatycznych przeżyciach można zwrócić człowieka światu? Czy w tym świecie znajdzie się cokolwiek, dla czego warto wciąż trwać? 

Reportaż stanowi próbę zrozumienia tego, co się wydarzyło oraz w jaki sposób przeszłość wpłynęła na dalsze losy dzieci z internatów. Autorka jednak nie poprzestaje na tym, a stara się pokazać, czy coś się przez te wszystkie lata zmieniło, co pominięto, a czego dokonano, by zadośćuczynić pokrzywdzonym. Czy wiemy, dokąd zmierza ta historia? 


Droga przez koszmar

Być może uznacie, że ta opinia jest mało profesjonalna, nieskładna czy nawet monotematyczna, ale kiedy wszystko się w człowieku gotuje, trudno ubrać w słowa swoje myśli, bo prawda jest taka, że cokolwiek się nie powie, zawsze będzie czegoś brakować – to zawsze będzie mało, tyle co nic. 

Lektura tego reportażu zrobiła na mnie ogromne, rzekłabym nawet, że piorunujące wrażenie. Biały człowiek uczynił tyle złego Rdzennym Ludom, że nie sposób ogarnąć tego bestialstwa, ohydztwa i bezkarności rozumem. Jestem bardzo wrażliwa na krzywdy wyrządzone dzieciom, więc trudno mi znaleźć słowa, którymi mogłabym opisać to, co czuję, gdy czytam o podobnych rzeczach. To zawsze bolesne przeżycie – ciężka droga przez czyjś koszmar. Nie ma tu nawet mowy, byśmy towarzyszyli bohaterom tego reportażu, bo po prostu nie jesteśmy tego godni, nie mamy o niczym pojęcia. Możemy tylko wysłuchać ich świadectwa, tylko trzymać mocno kciuki, by odnaleźli spokój, by ich życie nabrało takiego sensu, na jaki niewątpliwie zasługują.

Joanna Gierak-Onoszko przeprowadziła się do Kanady, a czas spędzony w tym wielokulturowym, pięknym (jak z obrazka!) kraju poświęciła na poznanie prawdy. Autorka poszukiwała jej przez dwa lata, studiując dokumenty, publikacje, przeglądając archiwa, które dotyczyłby tematu Rdzennych Ludów (potężną bibliografię znajdziecie na końcu publikacji).



Niewątpliwie największą wartość tego reportażu stanowią wypowiedzi ocalałych. Te rozmowy nie należą ani do łatwych, ani do przyjemnych – to zapis koszmarów, które dręczą dorosłych już ludzi każdego dnia. 27 śmierci... to mocna – czasem aż porażająca! – publikacja, która absolutnie nie daje o sobie zapomnieć, a przy tym otwiera oczy, robiąc to brutalnie, choć należy tu zaznaczyć, że autorka wcale nie sili się na brutalizm – tu przemawiają ci, którzy przeżyli i to oni wyznaczają kierunek, w którym podąża czytelnik. 

27 śmieci Toby'ego Obeda robi wrażenie w jakiś niezrozumiały sposób: z jednej strony chce się odłożyć tę książkę i nigdy więcej do niej nie wracać, ale z drugiej, coś zmusza nas do odkrycia prawdy, więc wracamy do tych historii ze łzami w oczach. Autorka z niebywałym wyczuciem opisuje te tragedie. Kierując się szacunkiem dla rozmówców (ba!, dla całego społeczeństwa), stara się przedstawić problem z każdej strony, zwracając m.in. uwagę na to, jak pobyt w szkole z internatem ukształtował tych ludzi i kolejne pokolenia, jaką wartość mają Rdzenne Kobiety, jaką krzywdę potrafi wyrządzić milczenie. Zaznacza przy tym, że nigdy nie pyta o więcej, że nie jest upoważniona do tego, by zmuszać kogokolwiek do powrotu w przeszłość, zatem spora część tej opowieści oparta została na dostępnych materiałach.

Reportaż Gierak-Onoszko to historia, której zdecydowanie należy się uwaga. Ostrzegam, że to lektura niełatwa, bolesna, wstrząsająca i dosłownie powalająca. Zmieni Wasz sposób postrzegania Kanady, zmusi do zastanowienia się nad misją Kościoła, skieruje Waszą uwagę na tych, którzy zostali pozostawieni sami sobie, pozbawieni siebie, wyrwani ze swojego świata, a przy tym uczula na rozkład człowieczeństwa, prezentując cywilizację w chyba najbardziej przerażającej odsłonie.