poniedziałek, 19 kwietnia 2021

Permanentny stan paniki: "Wizyta" H. Phillips

 



Zastanawiało ją, czy inne matki też tego doświadczają, tego permanentnego stanu lekkiej paniki,
i martwiła się, że może nie, że to z nią jest coś nie tak.


Helen Phillips, Wizyta, przeł. M. Mazan, Prószyński i S-ka, Warszawa 2021.

Można pracować na pełny etat i być wyczerpanym po całym dniu spędzonym w robocie, wrócić do domu z delegacji, paść na ryjek i uznać, że swoją misję zakończyło się sukcesem. Można też przejść na "wyższy poziom" wtajemniczenia i do etatu (czy nawet połówki) dodać opiekę na dziećmi; wtedy należy liczyć na pełną różnorodność, bowiem po powrocie trzeba ogarnąć jeszcze pociechy – nie ma mowy na słodkim nieróbstwie. Jak żyć w ten sposób i nie zwariować? Ponoć się da – znam nawet wiele kobiet (i nawet mężczyzn), które doskonale radzą sobie w podobnej sytuacji, a godzenie kariery zawodowej z domowym torem przeszkód mają w małym paluszku! Jednak wiadomo, że nie wszyscy odnajdują się w podobnej sytuacji; każdemu potrzebna jest chwila wytchnienia, żeby nie zwariować.

Dziś opowiem Wam o książce, która przykuła moją uwagę właśnie z powodu głównej bohaterki – pracującej matki, u której nieco się pokićkało. Wizyta autorstwa Helen Phillips to nieco przewrotny, a z pewnością dziwny thriller, któremu poświęciłam jeden wieczór – tyle wystarczyło, by dowiedzieć się, że nic nie wiem, a jednak wiem wszystko.


Permanentny stan paniki

Przemęczona, niewyspana, zabiegana, zestresowana. Kobieta-matka w ciągłym biegu, z milionem spraw do załatwienia na "już", bez chwili wytchnienia. Dźwigająca trudy dnia, przygnieciona nieustającą odpowiedzialnością za życie istot, które wydała na świat. Oto Molly – matka pracująca.

W jej domu ktoś jest i to z pewnością nie mąż, który wyjechał w delegację. Molly siedzi skulona w sypialni, trzymając w ramionach dzieci i nasłuchując. Umysł podpowiada jest najczarniejsze scenariusze, a konfrontacja z intruzem, który wtargnął do jej przestrzeni, wydaje się nieunikniona. Niepokojące dźwięki, niewyjaśniony ruch, dziwne zdarzenia... Młoda matka z lękiem spogląda w najbliższą przyszłość, wciąż próbując zapanować nad swoimi pociechami, dla których gotowa jest zrobić wszystko.

Kobietę ogarnia panika i choć początkowo tłumaczy sobie te dziwne zjawiska zmęczeniem i stresem, z czasem przekona się, że nic nie jest takie, jakim się wydaje. Kiedy Molly stanie oko w oko z intruzem, który w niewyjaśnionych okolicznościach wtargnął w jej życie, kobieta będzie musiała zmierzyć się ze swoimi najgorszymi przeczuciami. Nie jest na to gotowa, zresztą nikt by nie był.

Postępujące szaleństwo?

Kiedy zdecydowałam się na lekturę Wizyty, byłam przygotowana na zetknięcie z książką "dziwną" – to określenie pojawiało się chyba najczęściej wśród wielu innych przymiotników opisujących tę historię. Uznałam, że to coś dla mnie, więc postanowiłam "zbadać" te odstępstwa od normy. I co? Cóż, można uznać, że akcja jest dość pokrętna i trudno wgryźć się w sedno, ale mimo wszystko dziwniejsze opowieści miałam już w łapkach.

Czy rozumiem? Trudne pytanie, bo z jednej strony doskonale mogę wczuć się w rolę tej pracującej matki, która może odrobinę świrować, bo ma po prostu dosyć i potrzeba jej odrobiny snu. Z drugiej strony autorka pozostawia nam małą furtkę w postaci alternatywnej historii nieco zaburzającej obraz tego chaotycznego, choć rzeczywistego świata, przez co zmusza czytelnika do zastanowienia się, co jest prawdą, a co jedynie sprytną zagrywką. Intrygę zaczynamy wałkować, roztrząsać i, ostatecznie, dajemy się ponieść.

Książka ma niewiele stron, jednak początkowo trudno złapać rytm, ale na pocieszenie dodam, że potem lecimy już wyznaczonym tempem, choć z ciągłymi zakrętami – to ciekawsze.

Wizyta zdecydowanie nie jest książką, w której każdy znajdzie coś dla siebie. Myślę, że lepiej odnajdą się w tej opowieści matki, które być może bardziej zbliżą się do głównej bohaterki – dla innych może być ona po prostu zupełnie oderwana od jakichkolwiek norm. Nie mogę napisać, że to historia wyjątkowa i jedyna w swoim rodzaju, bowiem podobny wątek (a raczej sposób budowania akcji) znany jest mi z powieści Croucha. Nie mogłam się wyzbyć wrażenia, że autorka sporo zaczerpnęła z Mrocznej materii *recenzja*. Mogę jedynie dodać, że lektura szybko "wchodzi", więc jeśli macie ochotę spróbować, to nie poświęcicie na nią dużo czasu. Czy podjąć to wyzwania? Decyzję pozostawiam Wam.