niedziela, 25 kwietnia 2021

Smród, brud i ohyda: "Bighead" E. Lee

 



Boziuniu moja, jak dobrze jest siorbać surowy mózg, świeżo wyciskany z czaszki!

Edward Lee, Bighead, przeł. K. Kaczkowska, Dom Horroru, Wrocław 2020.


Lubicie horrory ekstremalne? Ja ostatnio rozkoszuję się tymi wszystkimi "paskudkami", znajdując w lekturze potężną dawkę zaskoczenia! Kiedy ohyda współgra z przemyślaną fabułą, doceniam po stokroć. Czym się charakteryzuje taka ekstrema? Otóż, tu wszelkie chwyty są dozwolone. Brak tematu tabu, krwistość, brutalizm, obrzydlistwo, a tuż obok toczy się akcja.

Odkąd wydawnictwo Dom Horroru pojawiło się na Legimi, staram się powoli wyczytywać proponowane publikacje. Tu, rzecz jasna, bywa różnie, ale generalnie jestem zadowolona. Tym razem mój wybór padł na powieść Bighead autorstwa Edwarda Lee (z samym autorem miałam już kiedyś do czynienia przy okazji lektury Ludzi z bagien, której niestety nie skończyłam – widocznie to nie była odpowiednia pora na tego typu historię). Dziwaczna to była opowieść, ale powiem Wam, że absolutnie nie żałuję czasu, który jej poświęciłam. Książka zdecydowanie przeznaczona dla osób pełnoletnich, o mocnych nerwach.

Smród, brud i ohyda


Po lesie grasuje dwumetrowy potwór, który nigdy się nie myje – cuchnie okrutnie – a całe jego życie kręci się wokół gwałcenia i spożywania ludzkiego mięsa, przy czym warto wspomnieć, że dopuszcza się tych obrzydliwości w różnej kolejności. Ze względu na swoje potężne gabaryty nie może znaleźć seksualnego ukojenia, wierzcie – łapie i chapie, co popadnie. O tym straszliwym stworze krążą lokalne legendy, ale na świecie wciąż żyją tacy, którzy mieli z nim styczność – i jakimś cudem przeżyli. Skąd wziął się ten wynaturzony olbrzym o ponad półmetrowym przyrodzeniu? Jedni twierdzą, że to owoc kazirodczego związku, inni przypisują jego istnienie szatańskim mocom.

Zostawmy jednak na moment ten wybryk natury, bo to nie wszystko, co zaserwował nam Lee, a trzeba przyznać, że patologii nie brakuje nawet w tym pozornie normalnym świecie. Staniemy oko w oko z miejscowymi głupkami (Dicky i Balls), którzy nieźle sobie używają na zabłąkanych (albo upolowanych) kobietach i mężczyznach – trzeba przyznać, że mają chłopaki wyobraźnię i... niespożyty popęd. Poza tym poznamy dziewczynę, Charity, która wraca po wielu latach w rodzinne strony, by odwiedzić ciotkę (Annie, kobieta z sekretami). Poza tym znaczną rolę w tej całej historii odegrają dziennikarka, Jerrica, zmagająca się z pewną "przypadłością" oraz przystojny ksiądz, Alexander, oddelegowany na zadupie, by przywrócić działalność "opactwa".


Dewiacja do potęgi, ale z sensem


Być może zabrzmi to dość dziwnie, ale w tym szaleństwie naprawdę można dostrzec porządną opowieść. Pomijając całą ohydę, którą wprost ocieka Bighead, to bardzo dobra historia z porządnym finałem i naprawdę ciekawie skonstruowanymi bohaterami. Tu nie ma miejsca na jakiekolwiek niedomówienia, a gdy tylko dojdziecie do finału, wszystkie wątki ułożą się w elegancką i sensową całość. Myślę, że chyba to robi największe wrażenie, bo pisać takie obrzydliwości (swoją drogą, ciekawe, co ten autor musi mieć w głowie, by w ogóle stworzyć podobną historię?) może niemal każdy – wystarczy wziąć na tapet wszelkie dewiacje, paskudztwa i pójść po prostu krok dalej – pozwolić im żyć własnym życiem, ale! nie samą ohydą wielbiciel horroru żyje, bowiem tu trzeba czegoś więcej. Bighead to "coś" ma.

Pozwólcie, że nie będę już wspominała o tych wszystkich ohydztwach, które znajdziecie w treści; zaznaczę jedynie, że momentami jest naprawdę paskudnie, a ogrom zła i kolejne odsłony perwersyjnych aktów czy dość szczegółowe opisy konsumpcji są po prostu niesmaczne (delikatnie mówiąc). 

Przejdźmy jednak do języka, a ten zachwyca ze względu na zróżnicowanie – tu każdy bohater ma swój swoisty styl wyrażania. O ile Bighead posługuje się bardzo prostym, wulgarnym słownictwem, o tyle dziennikarka czy Charity posługują się już poprawnymi formami. Zwraca uwagę słownictwo (sporo takich wiejskich naleciałości), którego używa ciotka Annie (mieszkanka tej okolicy); przyciągają wewnętrzne monologi księdza (warto w tym miejscu zaznaczyć, że Alexander klnie jak szewc, dlatego odmawia mu się prowadzenia własnej parafii). Ta różnorodność dodaje powieści smaku.

Bighead to jeden z tych horrorów, które trzeba znać. Kuriozalne zdarzenia, niewybredne i niesamowicie plastyczne opisy, a do tego świetna historia z naprawdę dobrym zakończeniem sprawiają, że lekturę pochłania się w jeden wieczór. Jeśli zatem szukacie odskoczni od normalności, to ta powieść zapewni Wam odpowiednią rozrywkę.