wtorek, 25 maja 2021

Nieszablonowy dramat rodzinny: L. Jewell "Idealna rodzina"



Tyle rzeczy uległo powoli zmianie przez tak długi okres,
że czasami trudno niektóre z nich dostrzec. 


Lisa Jewell, Idealna rodzina, przeł. A. Brodzik, Czwarta Strona, Poznań 2021.

Ciekawa jestem, ilu z Was znalazło się w takiej sytuacji: zaprosiliście kogoś do swojego domu (albo zrobił to któryś z domowników), a gość nijak nie daje się wyprosić! Dryfują w jego kierunku subtelne aluzje, znaczące gesty, ciche wspominki o tym, że przecież jutro do szkoły czy pracy, że impreza super, ale trochę za bardzo się przeciągnęła i że wszystko fajnie, ale wystarczy już tego dobrego i... dalej nic, moment pożegnania przeciąga się w nieskończoność. Znacie to? Niewątpliwie trzeba wznieść się na wyżyny asertywności, by grzecznie odmówić dalszego przebywania w czyimś towarzystwie. Sprawa wydaje się jednak nieco bardziej skomplikowana, kiedy przestrzeń dzielimy z kimś, kto z otwartymi ramionami wita kolejną przygodę, kiedy my marzymy już tylko, by wrócić do normalnego trybu działania.

Lisa Jewell wprowadzi nas do pewnej dość nietypowej rodzinki i przełamie wszelkie bariery normalności. Idealna rodzina z księgarni TaniaKsiazka.pl (polecam się zaopatrzyć, bo na Legimi nie dostaniecie jej jeszcze przez długi czas...) to bestseller, który idealnie wpisał się w mój czytelniczy gust, utrzymując mnie w ciągłym napięciu – takie thrillery to ja lubię. Poza tym poruszona tematyka, co przyznaję z lekkim niepokojem, mocno mnie kręci (właściwie odkąd sięgam pamięcią).


Nieszablonowy dramat rodzinny

Zastanawialiście się kiedyś nad definicją idealnej rodziny? Czy istnieje w ogóle coś na kształt ram, w które należy się wpisać, by zbliżyć się do tego iście sielskiego obrazka? Zapewne – jak to bywa w wielu przypadkach – punkt widzenia, zależał będzie od punktu spojrzenia; dla jednych idealnym będzie się charakteryzował czymś zupełnie innych niż dla drugich.

Życie Libby wywraca się do góry nogami, kiedy kobieta kończy dwudziesty piąty rok życia i odbiera wyczekiwany, a jednak nieco zaskakujący list. To właśnie w tym czasie dziedziczy ona po biologicznych rodzicach wartą fortunę posiadłość usytuowaną w jednej z zamożnych dzielnic Londynu – można stwierdzić, że z dnia na dzień sprzedawczyni kuchennych aneksów stała się milionerką. Wraz z budynkiem (nieco nadgryzionym zębem czasu i długotrwale opuszczonym, zapomnianym) dziewczyna otwiera furtkę do przeszłości i w końcu ma możliwość poznania swojej prawdziwej tożsamości. Z historią tego domu wiążą się dość nieprzyjemne okoliczności – niegdyś znaleziono w nim trzy ciała (dwóch mężczyzn i kobietę ubranych w czarne szaty), natomiast wciąż pozostaje tajemnicą los czworga dzieci, które rozpłynęły się wówczas w powietrzu.

W sumie niewiele wiadomo na temat okoliczności tych wydarzeń: z jednej strony podejrzewa się, że denaci byli członkami sekty, ale z drugiej wciąż brakuje odpowiedzi na niektóre pytania, a te niewiadome rodzą kolejne wątpliwości. Tu nic nie jest takie oczywiste, jak się może początkowo wydawać. Sprawy mocno komplikuje fakt, gdy w pokoju na górze znaleziono niewolę (w bardzo dobrym stanie, ufff), a przy zwłokach pewien list, który właściwie niewiele tłumaczy. Mimo rzetelnie poprowadzonego śledztwa oraz artykułu pewnego oddanego sprawie dziennikarza, wciąż wiadomo tyle co nic.



Problem polegał na tym, że nie było już normalności

Gdybym miała określić jednym słowem, jaki jest motyw przewodni Idealnej rodziny, miałabym z tym spory problem. Na pewno istotna jest tu tematyka poruszająca zagadnienie sekty (czy komuny) wraz z zasadami, którymi się ona rządzi oraz z dokładnym prześwietleniem osób (ich motywacji, działań, cech), które stały się częścią pewnej zbiorowości (z różnych względów i z różnorakim skutkiem). Nie mniej ważna jest potrzeba odnalezienia się w nowej sytuacji – przetrwania za wszelką cenę, mimo wszystko. Myślę jednak, że najbardziej istotny jest utrwalony w literaturze wątek poszukiwania: siebie, swoich korzeni, miłości, niedoścignionych wzorców, schronienia, ucieczki czy po prostu szczęścia i przede wszystkim odpowiedzi na nurtujące pytania.



W rodzinie, którą przedstawiła nam Jewell, problem polegał na tym, że w pewnym momencie zatracona została normalność, czego dowiadujemy się z wielu źródeł, ale przede wszystkim ze wspomnień sięgających lat 80. i 90. W życie pewnej rodziny na wyraźne życzenie jednego z jej członków, wkroczył tajfun w postaci charyzmatycznego mężczyzny, który narobił sporego zamieszania – właściwie wszystko, co znane, uległo zniekształceniu i wypaczeniu. Z czasem odniesiemy wrażenie, że sytuacja stała się mocno groteskowa, a jednak nie odstąpi nas wrażenie niepokoju i uczucie zdecydowanej niezgody.  

Poza powrotem do przeszłości przyjrzymy się dokładniej teraźniejszości. Tu pierwsze skrzypce będzie grała Libby – poszukująca odpowiedzi – a tuż obok znajdzie się kobieta, która gotowa jest na wszystko, byle tylko wyprostować pewne sprawy z dzieciństwa. Powiem Wam, że czeka Was starcie z niezłym emocjonalnym huraganem, a kolejne sekrety, które z czasem wyjdą na jaw, z pewnością zrobią odpowiednie wrażenie.

Książkę przeczytałam w jeden wieczór, ponieważ wciągnęła mnie ta opowieść – nie mogłam doczekać się zakończenia tej historii i wyjaśnienia wszystkich tajemnic – i bardzo odpowiadał mi styl (jasny i klarowny język, bez zbędnych udziwnień, a jednak słowa zostały tu odpowiednio nasączone emocją). Skutek był taki, że po prostu nie mogłam się oderwać, bo nie wyobrażałam sobie odkładania przyjemności pochłaniania tego tekstu. Dla mnie bomba. 

Szczególnie przypadł mi do gustu klimat tej powieści: mroczny, duszny i ciężki, a z każdą chwilą wchodzący na wyższy poziom przygnębienia i niedowierzania. Choć bohaterów nie polubiłam (zresztą trudno darzyć ich sympatią, kiedy każdy ma coś za uszami), to jednak z uwagą śledziłam ich losy. Chyba właśnie z powodu tej niechęci wydali mi się autentyczni – brak tu idealizowania jako takiego (pomijając to, co dzieje się na poziomie relacji między domownikami). Główna bohaterka jest nieco irytująca, ale pozostałe osoby dramatu – miodzio!

Idealna rodzina to opowieść o katastrofie, której warto poświęcić dłuższą chwilę. Książkę cechuje zawiłość opowieści i ciągłe wprowadzanie czytelnika w błąd. Autorka pozwala nam sądzić, że wszystko wiemy, by chwilę później pokazać nam, że się myliliśmy. Wiele razy  złapałam się na tym, że moje myśli pofrunęły w zupełnie inną stronę, niż było to w zamierzeniu pisarki – i to jest dobre, bo warto czasem pospekulować, a ostatecznie dać się zaskoczyć.

Polecam z czystym sumienie, bo to kawał dobrej historii.