sobota, 8 stycznia 2022

Sekrety drugiej strony: D. Glukhovsky "Outpost"

 



A poza tym... w bezgłośnym świecie nawet śmierć boli mniej.


Dmitry Glukhovsky, Outpost, przeł. P. Podmiotko, Insignis, Kraków 2021.

Człowiek to taki dziwny twór, który musi wiedzieć – wszystko, o wszystkich, zawsze i wszędzie – choć z uporem maniaka twierdzi, że wcale nie chce. Od zawsze fascynuje nas, kusi i pociąga to, co nieznane i niezrozumiałe, a informacja stała się znaczącą walutą naszego świata.

Po powieść Glukhovskiego sięgnęłam z sentymentu, bowiem Metro 2033 przeczytałam dawno temu, ale wspominam je jako całkiem przyjemną przygodę, chociaż i tak muszę zaznaczyć, że FUTU.RE czy Tekst (to powieść w zupełnie innym klimacie) bardziej przypadły mi do gustu. W każdym razie nadeszła ta chwila – wzięłam się za Outpost, czyli znów postapo! Mam nadzieję, że ten temat jeszcze się Wam nie znudził. Mnie nie, co więcej, wciąż poszukuję nowych tytułów, które mogłoby wnieść coś ciekawego, czymś zaskoczyć, zostawić po sobie coś więcej. 


Sekrety drugiej strony

Tym razem trafimy do Rosji, na jakieś straszne zadupie, nieopodal złowieszczej (trującej, dławiącej oparami) rzeki i mrocznego mostu, zza którego nikt nie nadchodzi i nikt też nie ma śmiałości go przekroczyć. Co się dzieje po drugiej stronie? Oto jest pytanie! 


Nieoczekiwanie wszystko ulega zmianie, kiedy do posterunku zlokalizowanego przy moście, podchodzi pewien wyjątkowy mężczyzna – to niesłyszący ksiądz, który przybył z drugiej strony, ale nie chce powiedzieć, co się tam dzieje. Ciekawość mieszkańców sięga zenitu, z Moskwy przybywa grupa zwiadowcza, która w imię potęgi Rosji ruszy na misję – czas w końcu odzyskać zapomniane ziemie.

Nie wszyscy potrafią pogodzić się z panującymi zasadami, np. Jegor, który często podejmuje (i robi to przeważnie w imię miłości) niezbyt mądre decyzje, narażając swoje życie. Z życiem w dziurze zabitej dechami nie godzi się również piękna Michelle, która jest po prostu stworzona do wyższych celów niż jedzenie tuszonki i oporządzanie kur. Dziewczyna ma bardzo ambitne plany, a kiedy pojawia się szansa na ich realizację, postara się wziąć sprawy w swoje ręce. Czy młodzi dopną swego i odnajdą swoje miejsce w tym mrocznym, niesprzyjającym świecie? Cóż, wiele przed nimi! 

Jakie sekrety kryją się za mostem i dlaczego nadejście niesłyszącego księdza wprowadzi w spokojną dotąd egzystencję mieszkańców placówki tyle niepokoju? Czas na przekroczenie granicy – wszelkich granic.


Niby coś, a jednak nic

Z przykrością muszę przyznać, że Outopost nie okazał się tak wspaniałą historią, na jaką liczyłam, nijak ma się do niezapomnianego Metra, nijak do FUTU.RE. Nie było źle – ależ skąd! – jednak czegoś mi w tej całej opowieści zabrakło. Być może chodziło o emocje, być może nie zadziałała magia odizolowanej społeczności. Ciut za mało tego dramatyzmu w niewątpliwym potencjale. 

Książkę czyta się bardzo szybko i to jej niewątpliwa zaleta, choć zdarzały się i takie rozdziały, które mieliłam dłuższą chwilę. Czasem akcja pędziła na złamanie karku, ale były to tylko nieliczne podrygi, a z obiecanego mroku, który miał nie dać mi spokoju (myślałam, że wpełznie do środeczka i nie da o sobie zapomnieć), pozostały jedynie te tajemnicze opary.

Niewątpliwie na uwagę zasługuje styl autora – tu można się delektować i płynąć z niejaką przyjemnością przez nawet średnio interesującą lekturę. Język to jednak za mało, by można uznać Outpost za lekturę godną polecenia – przynajmniej w moim odczuciu potrzeba czegoś więcej. 

Glukhovsky być może próbował odtworzyć ten niezwykły klimat, który towarzyszył czytelnikom przy przedzieraniu się przez podziemne metro, ale nie wyszło. Z przykrością stwierdzam, że nie wczułam się w problemy bohaterów (miałam nadzieję na nieco bardziej wymowne działania i emocje) – większość z nich była dość nijaka. Już sama zamknięta i zdana na łaskę Potęgi społeczność daje ogromne możliwości doskonałego ujęcia tematu w sposób niezwykle przejmujący, szczególnie gdy w ludzkie umysły wkradają się strach, niepokój i pewna rezygnacja. Niestety, tu zostało to spłaszczone, jakby przykryte, a na pierwszym planie pojawiają się religijne bajdurzenia.

Mogłabym wejść w tę powieść głębiej i roztrząsać każdy element tej historii, można by długo dyskutować na temat wybranych przez autora rozwiązań, prezentowanych wątków, budowania przestrzeni (świat przedstawiony jest najmniejszym i najciekawszym czynnikiem tej opowieści), ale po prostu szkoda mi na to czasu. Outpost nie zostanie w mojej pamięci na długo.

Przykro mi, że nie wyszło, bo liczyłam na jaskrawe fajerwerki, a tymczasem nie zaiskrzyło wcale. Jeśli nie mieliście jeszcze kontaktu z twórczością autora, polecam zacząć od zupełnie innej historii, ponieważ w moim odczuciu ta jest najsłabsza ze wszystkich. Miałka, nijaka i pełna zbędnego biadolenia.